Chyba każdy rodzic usłyszał kiedyś od dziecka zdanie: chcę mieć zwierzątko..... my zaczęliśmy od ślimaków! Nadal pamiętam ten niezwykle urokliwy i stylowy widok terrarium w salonie. Na szczęście ślimaki nie były bardzo wymagające, żyły swoim życiem i po kilku miesiącach zostały wypuszczone na wolność.
Po niedługim czasie pojawiły się u nas rybki 😉
Pupil, to ogromny obowiązek. Jednak uważam, że zwierzątko uczy dziecko odpowiedzialności, troski o żywe stworzenie. Pierwsza prośba dotyczyła oczywiście psa, ale nie było wtedy o tym mowy. Praca, małe dzieci i obowiązki domowe nie pozwalały mi na tak ogromne zobowiązanie. Dlatego zdecydowaliśmy się na rybki, które nie wymagają dużego nakładu pracy. Ale nie można ich pogłaskać, przytulić.... i tym sposobem, po około roku od zakupu rybek, pojawił się u nas królik Alfred 🙂 z nim nie było juz tak "łatwo". Królicze bobki pojawiły się na podłodze, futro w herbacie i oczywiście obowiązek sprzątania jego legowiska...w międzyczasie była prośba o posiadanie kur.... pod groźbą wyprowadzenia się z domu, bo przecież jak to jest możliwe, że nie mamy warunków do hodowli kur! Oczywiście, w międzyczasie, standardowe prośby o papugę, chomika i świnkę morską też przewinęły się przez nasz dom. Minął rok i pojawił się kolejny pupil, nasz piesio! I tu dopiero pojawiły się obowiązki, dlatego długo na niego czekaliśmy, musieliśmy się przygotować i dokładnie przemyśleć zobowiązania, które są związane z posiadaniem psa. Sama radość (nie licząc futra w całym domu i jedzeniu, pogryzionych listów, pobrudzonych ścian i śladów brudnych łap w całym domu ;).
Ale WĄŻ przebił wszystko. Dogadałam się z Olim, że może kupić węża, gdy skończy.....17 lat! Zgodził się, ufff. Ze wszystkich możliwości ten rodzaj pupila średnio mi pasuje. Także mam nadzieję, że dziecko zapomni, zmieni zdanie... ale być może wpadnie na inny pomysł. Wczoraj na przykład rozważał hodowlę mrówek 🙂 z moim miłośnikiem zwierząt wszystko jest możliwe i zapewne wpadnie jeszcze na wiele pomysłów. Piesio zajmuje nam jednak tyle czasu, że nie biorę pod uwagę żadnych dodatkowych zobowiązań. Koniec. Kropka. Finito. Bez dyskusji 🙂
Ps. Powiedziała matka, która pewnie i tak ulegnie prośbom dzieci, realnym prośbom, ale WĄŻ się do nich nie zalicza 😉

Nie chcę tym wpisem obrazić rodziców dzieci neurotypowych, ale myślę, że w tej chwili najbardziej zrozumieją mnie rodzice dzieci ze spektrum lub z jakąkolwiek niepełnosprawnością. Oni wiedzą, ile wysiłku i walki z własnymi słabościami kosztuje zrobienie najmniejszego postępu. Jak bardzo dziecko stara się osiągnąć wymierzony cel, spełnić swoje i czyjeś oczekiwania i ile kosztuje go porażka. Rozumieją też, ile może kosztować nas podniesienie się po porażce, ile pracy trzeba włożyć w odbudowanie wiary w możliwości dziecka i udowodnienie mu, że jest wartościowym człowiekiem. Jeden krok do przodu, dwa do tylu...
Dziś mój kochany chłopczyk próbował pokonać własną słabość, strach, próbował przezwyciężyć otaczające go zewsząd bodźce sensoryczne. Walczył, z ogromną determinacją. Jednak, tuż przed ostatnim krokiem załamał się, nie dał rady. Schował się za ławkę i płakał. Było mu wstyd, uważał, że zawiódł wszystkich. I nie docierało do niego, że WSZYSCY jesteśmy z niego dumni, bo próbował pokonać własne słabości i lęk, wykazał ogromną odwagę i determinację. Ale dla niego była to porażka, myślał, że zawiódł nas wszystkich. Nie dociera do niego, że ZAWSZE jesteśmy z niego dumni, zawsze!
Serce mi pękło, gdy zadzwoniła do mnie jego nauczycielka, która z łzami w oczach odpowiedziała mi zaistaniałą sytuację. Oli był tak załamany, że nawet nie chciał się do niej przytulić. Był bardzo zawstydzony. Potrzebował chwili w samotności i nauczycielki to uszanowały. Pociesza mnie tylko fakt, że otacza go tak cudowne grono pedagogiczne, które podchodzi do niego z sercem i zrozumieniem.
Padliśmy, ale wstaniemy, powolutku damy radę. Muszę teraz tylko delikatnie ruszyć do przodu, żeby powoli odbudować w nim poczucie własnej wartości i wiary w siebie. Wiem, że damy radę, nie mamy innego wyboru....

Nasz piesio ma już 6 miesięcy. Jest z niego kawał psa! Idealny do przytulania i ogrzewania się 🙂 mam przez niego więcej bałaganu, pomazane ściany i okno, ale jest tak cudowny i wniósł nam tyle ciepła do domu, że nie żałuję podjętej decyzji. Mimo jego gabarytów, nie odczuwamy jego obecności. Zanim zdecydowaliśmy się na Berneńczyka, dużo czytaliśmy na temat charakterystycznych cech ras. I to był strzał w dziesiątkę. Nasz styl życia nie pozwala nam na posiadanie psa, który wymaga dużo ruchu, dlatego chcieliśmy psa, który zadowoli się spokojnym spacerkiem. Lucky jest wykończony po godzinnym wyjściu na świeże powietrze. W ciągu dnia potrzebuje pieszczot, poza tym leży i śpi 🙂 jest niesamowicie inteligentny, posłuszny i cierpliwy.

Wolny czas organizujemy w sposób dostosowany do szczeniaka, nie możemy pojechać wszędzie tam, gdzie chcemy. Ale podobną sytuację mieliśmy, gdy w naszym życiu pojawiło się dziecko:  zaczęliśmy szukać miejsc przyjaznych dzieciom, teraz szukamy miejsc przyjaznych psom! I czy nam się chce czy nie, musimy ruszyć dupska na spacer.

Oliver dziękuje nam za to, że nareszcie ma pieska. Obaj z Benjaminem przytulają się do Luckusia, gdy wstaną, w ciągu dnia, wieczorem, czytają mu książki, opowiadają jak im minął dzień. Cudownie jest patrzeć na tę więź.

Gdy Oli ma gorszy dzień, po powrocie ze szkoły idzie do psa i przytula się do niego, a Lucky cierpliwie leży i czeka, aż Olusiowi poprawi się humor. Czasami pies psoci się chłopcom w zabawie, bo zabiera im zabawki, szczególnie piłki i patyki, więc w takich sytuacjach mamy ogromną awanturę 😉 wygląda to komicznie! Benjamin wycisza się przy psie, uczy się panować nad emocjami i zadziwia mnie to, że tak często się do niego przytula. Leży z psem na podłodze! W tej chwili Lucky jest już większy od niego, więc Beniut wygląda przy nim jak pisklak! Przytula się do futrzaka i niknie w jego objęciach. Dobrze, że ma jasną czuprynę, bo dzięki niej, nie mam problemu z jego lokalizają 😉

"Miałaś babo mało roboty, to wzięłaś sobie psa!" Wzięłam i nie żałuję! Jedynym minusem jest to, że jesteśmy w pewien sposób ograniczeni w kwestii wyjazdów, bo nie mamy nikogo, kto mógłby zająć się psem przez dłuższy czas, ale tę kwestię będziemy rozwiązywać w momencie organizacji wyjazdu. Tam gdzie my, tam i pies. Wyjazd do Polski zapowiada się interesująco 😉

Dodam jeszcze, że to superpies, przeskoczy przez każdą bramkę i otworzy sobie drzwi, także zrobi wszystko, żeby wydostać się z zamknięcia 😉

 

 

Tak się czuję, wykończona 😉

zaatakowało nas jakieś choróbsko, cały weekend przeleżałam, w piątek w pracy wyglądałam jak zombiak 🙂 czosnek, miód, cytryna, leki, a efektów brak.

Piesio cudowny, grzeczny i mądry, tylko szkoda, ze brudzi w całym domu. Sposób mam jeden: patrzę w drugą stronę ha ha. Na okno ogrodowe raczej nie patrzę, bo jest tak brudne, że szkoda się tym denerwować 😉 ale to przecież pikuś! Przytulaski z pięciomiesięcznym futrzakiem są bezcenne.

Poza tym, staram się przywyczaić do nowej rutyny, po 7 latach pracy na pół etatu, powrót do pracy 5 dni w tygodniu jest trochę męczący, ale jest dobrze. Mogę nawet powiedzieć, że bardzo dobrze, bo odżyłam, rozwijam skrzydła i czuję się cudownie! Czasami warto podjąć ryzyko.

To tak w skrócie o tym, co u nas. Oli planuje, rysuje, wycina, notuje, komponuje 😉

przesyłam trochę pozytywnej energii na nadchodzące dni!

Mua buziaki 102

 

Nadszedł czas przemyśleń i podsumowań. Dla mnie był to wyjątkowy rok, bo zaczęłam pisać o tym, co czuję, jak wygląda moje życie. Nie był to łatwy krok, ale nie żałuję.

Oliver z każdym rokiem robi postępy, poznaje siebie, zaczyna mowić o swoich emocjach, odczuciach. Jest to ogromny sukces. Jest w stanie powiedzieć, że coś zaczyna go denerwować, że coś mu się nie podoba i, że zaraz może się zdenerwować. Jest to bardzo pomocne zarówno w domu, jak i w szkole. Nadchodzi również moment, w którym musimy wytłumaczyć mu, dlaczego jest taki, jaki jest. Nie będzie to łatwe, bo sama nie wiem, jak podejść do tego tematu. Jednak na pewno powiem mu prawdę, nie będę wymyślać niestworzonych historii, kłamać. Oli sam zaczął zauważać swoją odmienności i kilka razy zapytał, dlaczego tak właśnie jest.

Dodatkowo widzi, że ma niewielu przyjaciół. Słucha ostatnio tej piosenki

wsłuchał się w jej tekst i stwierdził, że on też musi znaleźć sobie więcej znajomych, bo ma tylko jednego kolegę.... nie ukrywam, że w takich momentach rozpada mi się serce na wiele kawałków...

Nasz drugi syn jest w trakcie procesu diagnozy, obserwacja oraz niezbędne formalności rozpoczęły się ponad miesiąc temu, także zobaczymy, co przyniesie nam nowy rok. Na pewno kilka zmian, nowe wyzwania.

Dziękuję Wam, że jesteście, że mnie wspieracie, że do mnie piszecie.

Życzę Wam spokojnych, wymarzonych i smacznych Świąt. Pamiętajcie jednak, żeby nie zatracić po drodze najistotniejszej częściej świąt: rodzinnego ciepła, wspólnie spędzonego czasu, radości i beztroski 🙂
Ho ho ho. Wesołych Świąt!

img_1762

img_1814

img_1873

img_1891

 

img_1896

..... karma też. Wierzycie w takie rzeczy? Ja chyba tak. I powiem Wam, że po wydarzeniach z tego tygodnia przestaje w to wątpić 😉 kiedy tracimy nadzieję, ale mimo wszystko próbujemy i nie poddajemy się, ktoś to doceni. Los, możliwe. Nie wstydzę się napisać, że dzięki mojej ciężkiej pracy, uporowi i dążeniu do celu, los się do mnie uśmiechnął.

Podzielę się teraz z Wami kolejnym wydarzeniem w moim życiu. Od ponad roku szukałam nowej pracy, w zupełnie innym środowisku. Nie było łatwo. Porażki "brałam na klatę". I wiecie co? Opłacało się. Zostałam doceniona. W poniedziałek rano nie przypuszczałam, że w czwartek będę siedzieć w nowym biurze 🙂 praca mnie znalazła! Ten tydzień był szalony, wręcz mało realny! Sytuacja jak z filmu: "Adrianna, chcemy zaproponować Ci pracę, czy mogłabyś zacząć w ten czwartek? co o tym myślisz?" Zostałam polecona, a rekomendacje były tak dobre, że nie było nawet rozmowy kwalifikacyjnej 🙂 prawda, że nieprawdopodobne? Jestem bardzo szczęśliwa, bo nie myślałam, że ten rok zakończy się w taki sposób. Marzenia się spełniają, ale trzeba na nie zapracować i poczekać.

Teraz czekają mnie poważne wyzwania zawodowe, zostałam rzucona na głęboką wodę, ale oczywiście będzie dobrze! Trzymajcie za mnie kciuki, bo będzie mi to potrzebne!

img_1757

Zanim pojawi się wpis podsumowujący mijający rok, postanowiłam napisać Wam, co czuje człowiek mieszkający daleko od domu rodzinnego. Wszyscy widzą tylko pozytywne, według ich subiektywnej opinii, skutki mieszkania za granicą. Wielu z Was wydaje się, że nam, emigrantom, żyje się łatwiej, możemy pozwolić sobie na wiele, mamy "kasiore", a funty same  pojawiają się na koncie. Chciałabym, żeby tak było 😉 niewielu zdaje sobie sprawę, że lata mijają, a nas nie ma na uroczystościach rodzinnych, podczas ważnych wydarzeń. Nie ma nas na niedzielnych obiadach u mamy. Moje dzieci przytulają się do babć, dziadków, cioć, wujków i kuzynostwa kilka dni w roku. Nie spotykamy się w rodzinnym gronie podczas świąt, nawet jeśli bardzo tego pragniemy, ale niestety np. w firmie, w której pracujemy jest zakaz, bez racjonalnej argumentacji, wyjeżdżania na urlop w grudniu.... i nie ma różnicy czy jesteś Polką, która nie była w domu na święta już 8 lat, czy jesteś Anglikiem, który być może chce sobie wypocząć w tym czasie. Życie, he?

Czasu nie cofniemy, nie jestesmy w stanie przywrócić tych wszystkich istotnych i mniej istotnych wydarzeń w życiu naszym i naszych bliskich. Urodziny, imieniny, wesela, pogrzeby, pobyt w szpitalu. W sytuacji kryzysowej jestesmy uzależnieni od firmy transportowej, pracodawcy, sytuacji finansowej, bo nie oszukujmy się, ale wyjazd wiąże się z nakładem finansowym. I, chociaż w pewnych sytuacjach życiowych, pieniądze nie mają znaczenia, gdy jest ich mało, niektórzy mimo największych chęci, nie są w stanie dotrzeć do Polski na czas. Bo, mimo stereotypów, na emigracji ludzie zmagają się z podobnymi problemami, jak w Polsce. Też brakuje pieniędzy, czasu, zdrowia. Trzeba pracować, by żyć, by wiązać koniec z końcem. Nie zawsze jest kolorowo. Pamiętajcie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

I są takie chwile, gdy zastanawiam się co ja tu jeszcze robię? Trzyma mnie tutaj tylko jedna rzecz i to nie jest dom, który stworzyliśmy, bo dom jest tam, gdzie jest miłość, rodzina., czyli tak naprawdę możemy stworzyć go wszędzie. To dużo lepsza pomoc dla moich dzieci. Czytając historie dotyczące polskich dzieci w polskich szkołach, jestem przerażona. Nie chce, by moje dziecko z Zespołem Aspergera było traktowane w podobny sposób. Dlatego, na razie, nigdzie się stąd nie ruszam. Popłaczę, posmucę się, ale zacisnę zęby i jakoś dam radę. Ale i tak, szczególnie teraz w okresie świątecznym, co jakiś czas, łzy pojawiają się w oczach i serce pyta: dlaczego? Przecież tego chciałaś, tak? Chciałam, ale myślałam, że będzie to wyglądać trochę inaczej.....

1 Comment

Miałam zamiar napisać coś pozytywnego.  Myślałam, że podsumuję mijający rok i uda mi się sklecić całkiem pozytywny wpis. Bo tak naprawdę, ten rok był całkiem dobry. Uczymy się ciągle, a właściwie najbardziej uczy się Oliver, a my razem z nim. Czasami robimy krok do przodu, później dwa kroki w tył, ale jednak idziemy do przodu. Tylko dlaczego tak trudno skupić się na pozytywnych stronach życia? Dlaczego kilka przykrych wydarzeń zaważa na naszym samopoczuciu? Tak, wiem, to kwestia naszego nastawienia się do świata. Chciałabym mieć w sobie tyle optymizmu, co Ewa Chodakowka 😉 ale niestety nie jestem tak pozytywnie nakręcona.

Patrząc na to, co dzieje się dookoła nas, zaczynam wątpić w człowieczeństwo.... dlaczego jest tyle cierpienia i niesprawiedliwości?

Dodatkowo jestem zmęczona, tak, zmęczona i nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Muszę uwolnić się od toksycznych osób wokół mnie. Jednak to też nie jest proste. Ten proces trwa dłużej niż myślałam, co jest dobijające.

Za oknem mokro i zimno. Ale mam to szczęście, że mogę wyjść na spacer i zmarznąć i zmoknąć, w przeciwieństwie do tych,  którzy marzą o tym, by w ogóle wyjść na spacer....

Zawsze może być gorzej, prawda? Doceniam to, co mam. Cieszę się z mojego domowego chaosu, bałaganu, zmęczenia, bo przynamniej mam kogoś, kto ten chaos w moim życiu tworzy. Jednak czasami tak trudno cieszyć się z tego, co mam, bardzo trudno. Szczególnie wtedy, gdy w przeciągu kilku dni dostanie się kilka razy ostro po głowie... Ale będzie dobrze, jakoś będzie dobrze. Czasami mam poprostu ochotę zwinąć się w kłębek pod ciepłym kocem i przeleżeć tak chociaż przez kilka godzin.

Z dobrych wiadomości napiszę to, że nasz puszek okruszek, a właściwie okruch, bo rośnie szybko, jest wspaniałym i mądrym psem! Dodatkowo doskonale ogrzewa mi stopy 😉 jak na razie nie rzucam jeszcze piorunami 😉

img_1610

Zaczęłam już kulinarne przygotowania do świąt. Dokładnie z dniem dzisiejszym! Przygotowuję część rzeczy wcześniej i zamrażam, żeby odciążyć się trochę przed samymi świętami. Praca, dzieci, dom, życie w biegu, brak czasu, trzeba jakoś sobie to wszystko rozłożyć w czasie.  Także na brak zajęć nie narzekam 😉

 

ps. Obiecuję, że napiszę pozytywny wpis, bo taki był mój zamiar, ale jednak nie dałam rady. Poprawię się.

 

 

img_1531

Oliver jest "gwiazdą tygodnia" w szkole.
Dla tych, którzy nie znają języka angielskiego krótkie tłumaczenie:
5 super rzeczy dotyczących Olivera:
1. Podczas apelu w zeszłym tygodniu wykazał się odwagą, ponieważ zrobił coś, czego nigdy wcześniej nie odważył się zrobić- wystąpił przed całą szkołą i przeczytał pewien tekst.
2. Pewnego dnia zdobył 11 naklejek ( jest to forma doceniania pracy dzieci i ich osiągnięć).
3. Wymyślił i brał udział w przedstawieniu o brązowym misiu.
4. Bardzo dobrze radził sobie w sytuacjach, które były dla niego wyzwaniem.
5. Zgłaszał się wiele razy- wszyscy uwielbiamy słuchać, gdy włączasz się do dyskusji.

Oliver, w tym tygodniu byłeś absolutnie niesamowity, momentami prawie doprowadziłeś dorosłych do płaczu ze szczęścia i dumy.  Super robota gwiazdo tygodnia!

img_1505

Kto w niedzielę rano wstaje ten ma szczeniaka, dzieci i.... upieczone pierniki 🙂

Ciasto piernikowe było już gotowe, dziś upiekliśmy pierniczki. 1/3 została skonsumowana 😉 reszta zostanie zamknięta w puszce, wyjmiemy je w Wigilię lub na kilka dni przed świętami. Wtedy będziemy je dekorować, aby poczuć magię świąt.

Udanego dnia.

Pozdrawiam z domu pachnącego piernikami 💞