Tag Archives: #zabawa #zabawki

2 komentarze

Czy mieliście ulubione zabawki, przytulanki, gdy byliście dziećmi? Ja miałam. Nie pamiętam, ile mialam lat, ale pamiętam, gdy zostawiłam moją ukochaną lalkę Zuzię na przystanku autobusowym w Toruniu. Dramat! Później oczywiście były inne zabawki, ale Zuzia lalka nieduża, była moją pierwszą ukochaną lalką i straciłam ją w głupi sposób 😉

Gdy byłam z Oliverem na bilansie dwulatka, pani zadawała mi różne pytania, między innymi czy ma ulubioną zabawkę, czy bawi się, czy wymyśla zabawy, czy ma fantazję. Na te wszystkie pytania odpowiedziałam.... Nie. Oli, jako małe dziecko, w sumie nadal tak jest, nie miał ulubionej przytulanki, nie interesowały go zabawki, nie wiedział, co z nimi zrobić. Kopiował nasze zachowania, natomiast nie wykazywał żadnego zainteresowania zabawą. Nie umieliśmy tego połączyć w całość, na tamtym etapie jego życia. Zaskakiwało nas, gdy układał puzle w kilka minut, umiał bezbłędnie dopasować kształty do brakujących elementów. Mówiliśmy: wow, 2 lata, a taki sprytny 😉 Olivera interesowały zajęcia takie, jak układanie puzli, malowanie, słuchanie piosenek, czytaie bajek, spacery.

Dzieci autystyczne nie umieją myśleć abstrakcyjnie, zabawa wyimaginowana jest wręcz niemożliwa. Teraz, gdy mam go z kim porównać i moja wiedza na temat autyzmu jest obszerniejsza, widzę różnicę w zachowaniu, zabawie, fantazji. Zdrowe dzieci z chęcią wykorzystują przedmioty codziennego użytku do zabawy. Nasz młodszy syn jest w tej kwestii bardzo kreatywny 🙂 Zabawa pacynkami lub wymyślanie dla nas ról, które mieliśmy odegrać, konczyła się awanturą. Nawet na tym etapie trudno nam jest bawić się w tego typu zabawy. Jednak w porównaniu z tym, co było 2 lata temu, zrobiliśmy kolejny postęp. Oliver z chęcią się przebiera, udaje, że jest batmanem. W tego typu zabawach pomaga mu jego młodszy brat. Razem odgrywają sceny z bajek. Niestety, sceny są odtwarzane dosłownie, dialogi również, dlatego przy próbie zmiany zabawy, wprowadzeniu nowych elementów, zaczyna się problem. Najczęściej Oli przestaje się bawić, złości się, może uderzyć brata. Rodzice zdrowych dzieci nie mają pojęcia ile wysiłku, starań i łez kosztuje nas wszystkich zrobienie maleńkiego postępu. Tak prosta i błaha kwestia, jak chociażby zabawa w super bohatera, wymaga wpółpracy całej naszej rodzinki. Nie zrażamy się niepowodzeniami, próbujemy dalej. Na początku wszystko, co jest inne, narzucone, nie takie, jak on sobie wymyśli, doprowadza do wybuchów złości, krzyku i płaczu. Osobie obserwujacej taką sytuacje z boku, może wydawać się, że dzieje się coś strasznego. Jednak konsekwencja i zdecydwanie prowadzą do małych sukcesów. Rodzice zdrowych dzieci nie muszą zastanawiać się, jak zareaguje ich dziecko, gdy postanowią do zabawy użyć nowych zabawek, bo zazwyczaj jest to atrakcja, coś nowego, coś co urozmaici zabawę. My w takich sytuacjach mamy koniec zabawy i krzyk.

W tym roku Oliver zażyczył sobie na gwiazdkę Buzza z Toy Story. Była to jego ulubiona zabawka. Bawił się nią, ale odtwarzał sceny i dialogi z bajki. Jednak było to całkiem fajne uczucie, gdy patrzyłam na niego i widziałam, że cieszy się z prezentu, że "bawi" się nim na swój sposób.

Kilka razy w roku szkolnym, dzieci mogą przyjść przebrane za ulubionego bohatera. W zerówce nie było mowy o tym, żeby Oli założył jakikolwiek strój. Dodatkowo, taki dzień był dla niego bardzo stresujący, bo wszystko wyglądało inaczej. Nie mógł zrozumieć, dlaczego dzieci nie są w mundurkach i panie nauczycielki są również przebrane. Takie dni były i są dla niego ogromnym wyzwaniem. Jednak, przez stopniowe przyzwyczajanie się do takich sytuacji, oswajanie się z nimi, doszliśmy do momentu, gdy pod koniec pierwszej klasy Oli założył do szkoły strój spidermana. Nie jest łatwo patrzeć, gdy wszystkie dzieci są podekscytowane i cieszą się, że mogą założyć coś innego niż mundurek, a moje dziecko przeżywa z tego powodu dramat. I jest jedynym dzieckiem, które nie jest przebrane. Tak małe rzeczy, które zbierają sie we mnie, potrafią w końcu doprowadzić do łez. Bo niby jest ok, niby dajemy radę, niby idziemy do przodu, ale to wszystko gdzieś się zbiera. Takich małych i błahych zdarzeń jest wiele.

Sporo osób po przeczytaniu mojego bloga napisało do mnie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wygląda nasze życie, że nie widać po mnie, jak jest naprawdę. Co mogę napisać? Nie będę codziennie uskarżać się i żalić, że nie mam siły, że chciałbym żyć, jak większość. Nie widzę w tym sensu. I zdaję sobie sprawę, że osoba, której mogę się żalić ma własne problemy, które są dla niej nie do zniesienia. Że gdzieś tam po drugiej stronie jest matka, która ma niepełnosprawne fizycznie lub psychicznie dziecko, które nigdy nie będzie samodzielne, dziecko z upośledzeniem poważniejszym niż moje dziecko. Że gdzieś tam, jest samotna matka, która nie ma nawet partnera, który jej pomoże. Ja to wiem, dlatego uważam, że nie będę się użalać nad sobą. Jednak nie mogę zamykać się dłużej, udawać, że jest ok, bo nie jest. To jest moje miejsce, w którym mogę się otworzyć i napisać, że jest mi ciężko. I nie chcę się nikomu tłumaczyć, dlaczego. Najzwyczajniej w świecie, jest mi ciężko. Mówisz, że jestem usmiechnięta, że super sobie radzę, że daję radę. Nie powiem Ci, że nie daję rady, że jest ciężko, że nie mam czasami ochoty wstać z łóżka. Bo po co? Moja przyjaciółka powiedziała mi, że jestem jak uśmiechnięty robokop. Owszem, jestem, zapierdzielam jak robot, dźwigam cały ciężar na moich ramionach. Pani perfekcyjna? Nie, ale lubię być zorganizowana, lubię mieć porządek w domu, lubię być mamą i żoną. Chodzę do pracy, zarabiam grosze, ale coś zarabiam, praca to moja odskocznia. Nie mogę pozwolić sobie na więcej, bo nie jestem w tej chwili zbyt elastyczna godzinowo, transportowo itd. Wychodzę z pracy, odbieram dzieci ze szkoły, gotuję obiad. Wieczorem siadam z mężem i rozmyślamy, w czym leży problem, że nasze dziecko ma napady złości w szkole, bo coś je wywowłuje. Jeśli tego nie odkryjemy frustracja będzie narastać, a nie o to chodzi. Nie chodzimy na terapię, bo w UK nie ma czegoś takiego. Są kursy, grupy wsparcia, spotkania w szkole, ale terapia nie jest potrzebna..... Dlatego na nas ciąży odpowiedzialność na dokształcaniu się, na szukaniu rozwiązań problemów. Dlatego, jeśli komuś wydaje się, że problem nieumiejetności bawienia się, to nie problem, to ja teraz piszę, że może to nie jest problem życia i śmierci, ale takich małych problemów są setki, a one się kumulują i wywierają wpływ na nasze życie. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego pewnych "normalnych" kwestii nie możemy zbagatelizować. Nie wiem, jak to zrobić. Chodzi o to, by uczyć nasze dziecko tej "normalnej" rzeczywistości, w której będzie musiał żyć. On musi nauczyć się żyć w świecie, który spostrzega zupełnie inaczej niz my. Większość z Was nie musi tłumaczyć dziecku, dlaczego kolega ze starszej klasy może mu pomóc i jest to miłe zachowanie, bo dzieci większości z Was nie mają zakodowanej informacji, że nauczyciel uczy i taka jest zasada. I Wasze dzieci nie wpadną w szał tylko dlatego, że miła koleżanka z szóstej klasy, chciała mu pomóc (ale ona przecież nie jest nauczycielką). A my musimy to robić, musimy główkować, jak wyjaśnić taką rzecz naszemu Aspikowi, dla kórego jest to nie do pojęcia i, który z tego powodu, jest w stanie zdemolować całą klasę i rzucać krzesłami.

Dlatego proszę, nie oceniaj mnie, nas, rodziców dzieci z różnego rodzaju chorobami. Bo to, co Tobie może wydawać się błahostką, dla nas jest poważnym problemem, który zakłóca nasz codzienny rytm dnia.

ps. Misie patysie to jedna z zabaw Kubusia Puchatka, Oliver bardzo lubi jego przygody.