Tag Archives: #maj #wiosna #bez #placzabaw

Nie, nie będę pisać o Panu Tiktaku, Ciotce Klotce, 5-10-15 czy Teleranku 🙂 chociaż muszę przyznać, że wspomnienia z z dzieciństwa to bardzo przyjemna sprawa. Przypomina mi się beztroska, radość z drobiazgów i brak problemów. Piękne czasy!
Kilka osób zapytało mnie, kiedy wiem, że Oliver jest na krawędzi wybuchu, jak jestem w stanie to rozpoznać. Odpowiedź jest dość prosta: mowa ciała dziecka, które dobrze znamy. Jeśli się zastanowicie, to Wy rownież jesteście w stanie poznać, że ktoś z Waszych bliskich ma zły humor, coś go martwi, zachowuje się inaczej niż zwykle. I tak też jest w przypadku dzieci autystycznych, ale z tą różnicą, że one nam nie powiedzą o co chodzi, bo bodziec może pojawić się w najmniej oczekiwanej sytuacji. Kiedyś napisałam o tym, że jestem mamą i "detektywem", bo wychwycenie bodźców powodujących napad u dziecka nie jest łatwe. Dlatego, obserwacja środowiska, w którym przebywa, może pomóc zmniejszyć lub nawet uniknąć wybuchu złości czy agresji. Jedynym problemem jest to, że nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, co go wywoła, bo może to być najbardziej banalna rzecz: słowo, gest, zapach, dźwięk. W naszym przypadku jestem w stanie przewidzieć, że w sytuacjach najbardziej stresujących dla Olivera, czyli spotkania w większej grupie oraz głośne miejsca, prawdopodobieństwo wywołania ataku szału jest dużo większe niż na przykład podczas wycieczki nad morze. Nie jesteśmy w stanie wyeliminować zagrożeń, natomiast jesteśmy w stanie je trochę zneutralizować.
Jak to wygląda w praktyce? Powiedzmy, że jesteśmy na placu zabaw. Jak wiadomo, dzieje się tam dużo, za każdym razem jest inaczej. Wszystko jest nieprzewidywalne. Dużo stresujących czynników dla Aspika, który uwielbia rutynę. Oli może zdenerwować się faktem, ze jakieś obce dziecko chce się przyłączyć do zabawy. I zdenerwuje się nie dlatego, że nie ma ochoty się z kimś pobawić, tylko dlatego, że nie wie, jak się zachować. To może wywołać u niego frustrację, wtedy może popchnąć dziecko, może uciec, nie reagując zupełnie na słowo STOP, może zacząć rzucać przedmiotami, które są w jego otoczeniu, może zaatakować inne dzieci. On wtedy nad sobą nie panuje, nie wie co robi, bo nie radzi sobie z emocjami. Taka specyfika tej choroby. Wiem, że nauczy się nad sobą panować, jest już trochę lepiej i zapewne będzie jeszcze lepiej 🙂 ale musimy się tego wspólnie nauczyć. Dlatego muszę go obserwować, bo nie wiem czy w danej chwili jakaś sytuacja wyprowadzi go z równowagi, czy akurat tym razem postanowi pobawić sie z nieznajomym. Nie jest tak, że za każdym razem napięcie w Oliverze narasta w identyczny sposób. Jest kilka powtarzalnych symptomów. Oli zaczyna się "napinać", my tak to nazywamy. Prostuje wtedy ręce, staje na palcach, zaczyna wykrzywiać szczękę. Może rownież zacząć mruczeć, unikać kontaktu wzrokowego. Co oznacza, ze stara się wyłączyć, stymuluje się, żeby opanować emocje. Wtedy wiem, że coś zaczyna się dziać, że zaraz może nastąpić armagedon. Bo bywa również tak, że armagedon pojawia się bez ostrzeżenia 😉 ale, gdy widzę, ze napięcie narasta, pierwszą rzeczą, którą muszę zrobić, to wyeliminować niepożądane bodźce. Najcześciej jest to zmiana otoczenia, ewakuacja 😉 odnosząc się do powyższego przykładu, zabrałabym go z placu zabaw lub w miejsce, w którym nie widzielibyśmy punktu zapalnego, czyli w tym przypadku dziecka, które chciało się tylko pobawić. Co nam to daje? Wyciszenie, "zagrożenie" zostaje usunięte, Oliver może się wyciszyć, uspokoić lub pozbyć emocji w sposób bezpieczny dla niego i innych osób w jego otoczeniu. Może poskakać, pokrzyczeć, rzucić kijem w krzaki... Jak długo to trwa? Może być to kwestia kilku minut lub kilkudziesięciu.... Wtedy możemy wrócić na płac zabaw lub udać się w inne miejsce. On wyrzuca z siebie emocje, z którymi nie może sobie poradzić w inny sposób, co sprawia, że po takiej akcji Oli znowu jest moim spokojnym synkiem. Gdy on wraca do normy, ja jestem strzępkiem człowieka, bo mnie to również dużo kosztuje. Nie jest to miłe uczucie, gdy patrzy się na własne dziecko, które jest w szale, nie daje się dotknąć, przytulić, wrzeszczy i płacze. Czasami uda mi się go przytulić na siłę, zwykle to pomaga, ale zanim on się uspokoi mogę mieć limo pod okiem.... Takie życie...
Gdy jesteśmy w miejscu publicznym, które jest głośne i widzę, że wzrasta w nim napięcie, szukam najbardziej odosobnionego miejsca, w którym jest spokojnie i cicho. Czasami pomaga skupienie uwagi na czymś interesującym,ale prawda jest taka, że w momencie narastającego napięcia, uniknięcie wybuchu jest mało prawdopodobne, mogę jedynie zmniejszyć jego siłę.
W tej chwili Oliver jest czasami w stanie wychwycić moment narastania emocji. Nie zawsze jednak wie, co wtedy zrobić, dokąd uciec, więc jeśli jestem przy nim, zabieram go w bezpieczne miejsce. W szkole ma wyznaczony taki kącik, ale nie zawsze zdąży do niego wyjść....
Tik tak, tykająca bomba, która na szczęście coraz rzadziej wybucha.