Tag Archives: #kiepskidzien #mamdosc #demolka #bezsilnosc

Każdy lubi wygrywać, taka jest prawda. Pogodzenie się z porażką nikomu nie przychodzi łatwo. Jednak dzieci ze spektrum każdą porażkę przezywają zupełnie inaczej, niż ich neurotypowi rówieśnicy.
W dodatku, w ich głowach kłębi się wiele myśli. Martwią się rzeczami, z naszego punktu widzenia, błahymi, nieistotnymi. Kilka dni temu, podczas krzyku i płaczu, Oli wyrzucił z siebie wszystkie rzeczy, które go trapią. Wykrzyczał przez łzy wydarzenia z przed kilku lat. Nie miałam pojęcia, że on nadal o tym myśli. Czasami zapominam, że on pamięta najdrobniejsze szczegóły, słowa z wydarzeń, które wywarły na nim pozytywne lub negatywne wrażenie. On ma doskonałą pamięć!
Koniec roku szkolnego wiąże się z wieloma wyzwaniami. Zbliża się Dzień Sportu, który dla Olivera jest zawsze ogromnie stresujący. Hałas, doping, zmiana codziennej rutyny i, co najważniejsze, liczne konkurencje sportowe, spędzają mu już w tej chwili sen z powiek. Oli częściej się "wyłącza", chodzi poddenerwowany, napina się więcej. Tłumaczymy mu, nauczyciele też, że nie liczy się wygrana, liczy się udział w zawodach i pokonanie własnych słabości. Jednak takie tłumaczenie niewiele daje.
Dodatkowo od września, jak co roku, czeka go zmiana nauczyciela. Zauważyłam, że zaznaczył w kalendarzu dni, w których będzie zwiedzać nową klasę. Jest to kolejny problem, który go stresuje. Z roku na rok jest lepiej, łatwiej, ale jest to jednak spora zmiana w jego życiu. W tym roku miał cudowne nauczycielki i nawet ja zastanawiam się, czy w czwartej klasie trafimy na tak wspaniałe grono pedagogiczne. Czy Oliver nawiąże ze swoją nauczycielką wspomagającą tak dobry kontakt, jaki osiągnął z obecną panią? Ja też zaczynam się stresować, ale chyba dlatego, że widzę, jak on zaczyna to wszystko przeżywać.
Wszyscy odczuwamy jego niepokój, niepewność i zdenerwowanie. Atmosfera w domu jest napięta. Oliver ma problemy z zasypianiem, budzi się wcześnie, jest ciągle poirytowany i łatwo wyprowadzić go z równowagi. Znowu zaczął uciekać w szkole, a to jest jego standardowa reakcja na stres i niepokój.
Serce mi pęka, jestem wściekła na cały świat.
Jesteśmy z niego tak bardzo dumni, bo pokonuje własne lęki i słabości. Walczy z samym sobą, wspieramy go i chwalimy z każdego sukcesu, omawiamy porażki. Każdego dnia toczymy walkę o "normalność", cichą walkę, niewidoczną dla wszystkich. Wiele nas to kosztuje, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda nasze życie, ale pisałam już o tym wcześniej. Dlatego, raz na kilka tygodni, miesięcy, moja bateria się rozładowuje. Tak poprostu. I wtedy jest mi cholernie cieżko. Chciałabym zwinąć się w kłębek pod kocem i przeleżeć tak kilka dni.
I, mimo że od kilku miesięcy byłam naładowana pozytywną energią, powoli zaczynam być zmęczona, zniechęcona i poirytowana. Nie umiem obniżyć sobie poprzeczki. Staram się zadowolić wszystkich, a jest to niemożliwe. Ciągle uczę się sobie odpuszczać, ale nie jest to łatwe zadanie.
A w mej matczynej głowie kłębią się myśli, w jaki sposób wzmocnić wiarę mojego dziecka w jego możliwości? Jak pokazać mu, że jest cudownym i mądrym chłopcem? Jak wytłumaczyć mu, że nie musi być we wszystkim najlepszy?

4 komentarze

Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych. Jak już  wcześniej pisałam, Oli ostatnio dziwnie zachowuje się w szkole. Dziś, gdy przyszłam go odebrać, zaproszono mnie na rozmowę. Oliver zdemolował 3 pomieszczenia, pokazano mi zdjęcia, wliczając w to bibliotekę.... Później jeszcze tradycyjnie uciekł w krzaki i błoto, bo trawa w tej chwili wygląda bardziej jak torfowisko z przewagą błota. Podobno zaczęło się od tego, że jedna z dziewczynek z 6. klasy chciała mu pomóc, jego to zdenerwowało i zaczął robić demolkę. Nie pomagają żadne argumenty i konsekwencje (musi posprzątać bałagan, traci ilośc wolnego czasu na zabawę), które ponosi za złe zachowanie. Nie mam pomysłu, co z tym fantem zrobić. Czuję się bezsilna. Nie wiem co zrobić. Szkoła oczekuje ode mnie sugestii, a ja mam pustkę w głowie. Może ktoś mi pomoże? Może macie podobne doświadczenie z Waszymi Aspikami?

I jeszcze, jakbym nie miała dość atrakcji na dzisiejsze popołudnie, przewróciłam się jadąc ze szkoły na rowerze. Jestem poobijana i poobcierana. Zjadłam właśnie kilka czekoladowych jajek, odechciało mi się ćwiczyć, bo watpię, żeby jakiekolwiek endorfiny dziś się u mnie pojawiły.... Marzy mi się lampka wina i wieczór spędzony na sofie. I chyba tak zrobię....  Włączę ciąg dalszy przygód prezydenta Underwooda i się zrelaksuję. Chyba, bo w ciągu następnych kilku godzin mogę zmienić zdanie conajmniej kilka razy 😉

Jajeczka