Tag Archives: #idąświęta #idaswieta #rodzina #wigilia #bożenarodzenie

img_1757

Zanim pojawi się wpis podsumowujący mijający rok, postanowiłam napisać Wam, co czuje człowiek mieszkający daleko od domu rodzinnego. Wszyscy widzą tylko pozytywne, według ich subiektywnej opinii, skutki mieszkania za granicą. Wielu z Was wydaje się, że nam, emigrantom, żyje się łatwiej, możemy pozwolić sobie na wiele, mamy "kasiore", a funty same  pojawiają się na koncie. Chciałabym, żeby tak było 😉 niewielu zdaje sobie sprawę, że lata mijają, a nas nie ma na uroczystościach rodzinnych, podczas ważnych wydarzeń. Nie ma nas na niedzielnych obiadach u mamy. Moje dzieci przytulają się do babć, dziadków, cioć, wujków i kuzynostwa kilka dni w roku. Nie spotykamy się w rodzinnym gronie podczas świąt, nawet jeśli bardzo tego pragniemy, ale niestety np. w firmie, w której pracujemy jest zakaz, bez racjonalnej argumentacji, wyjeżdżania na urlop w grudniu.... i nie ma różnicy czy jesteś Polką, która nie była w domu na święta już 8 lat, czy jesteś Anglikiem, który być może chce sobie wypocząć w tym czasie. Życie, he?

Czasu nie cofniemy, nie jestesmy w stanie przywrócić tych wszystkich istotnych i mniej istotnych wydarzeń w życiu naszym i naszych bliskich. Urodziny, imieniny, wesela, pogrzeby, pobyt w szpitalu. W sytuacji kryzysowej jestesmy uzależnieni od firmy transportowej, pracodawcy, sytuacji finansowej, bo nie oszukujmy się, ale wyjazd wiąże się z nakładem finansowym. I, chociaż w pewnych sytuacjach życiowych, pieniądze nie mają znaczenia, gdy jest ich mało, niektórzy mimo największych chęci, nie są w stanie dotrzeć do Polski na czas. Bo, mimo stereotypów, na emigracji ludzie zmagają się z podobnymi problemami, jak w Polsce. Też brakuje pieniędzy, czasu, zdrowia. Trzeba pracować, by żyć, by wiązać koniec z końcem. Nie zawsze jest kolorowo. Pamiętajcie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

I są takie chwile, gdy zastanawiam się co ja tu jeszcze robię? Trzyma mnie tutaj tylko jedna rzecz i to nie jest dom, który stworzyliśmy, bo dom jest tam, gdzie jest miłość, rodzina., czyli tak naprawdę możemy stworzyć go wszędzie. To dużo lepsza pomoc dla moich dzieci. Czytając historie dotyczące polskich dzieci w polskich szkołach, jestem przerażona. Nie chce, by moje dziecko z Zespołem Aspergera było traktowane w podobny sposób. Dlatego, na razie, nigdzie się stąd nie ruszam. Popłaczę, posmucę się, ale zacisnę zęby i jakoś dam radę. Ale i tak, szczególnie teraz w okresie świątecznym, co jakiś czas, łzy pojawiają się w oczach i serce pyta: dlaczego? Przecież tego chciałaś, tak? Chciałam, ale myślałam, że będzie to wyglądać trochę inaczej.....