Zespół Aspergera

Cześć Wam i czołem. Mamy wakacje! Nareszcie 🙂 i nie mogę uwierzyć, że kolejny rok szkolny za nami i od września Oli będzie uczniem czwartej klasy! Szok.
Co to był za rok!
Ale wiecie co? Było lepiej niż rok temu 🙂 i oby tak dalej. Dobrą wiadomością jest to, że nasza wspaniała nauczycielka wspomagająca zostaje z nami. Dzięki niej ten rok był tak dobry, bo Oli nawiązał z nią niesamowitą więź. Stał się rownież bardziej samodzielny, odważny, uwierzył we własne możliwości, wystąpił na apelu przed całą szkołą! Został ambasadorem w dziedzinie zapylania, przemawiał przed uczniami każdej klasy, udzielał się w klubie ogrodnika.
Był na 2 wycieczkach szkolnych, w tym jednej w teatrze. Z ostatniej wycieczki wrócił o 20, był to wyjazd do lasu z wieloma atrakcjami. Jego wychowawczyni powiedziała, że spisał się na medal.
Pokonał wiele barier, które rok temu wydawały nam się niemożliwe do pokonania!
Cudownym doświadczeniem były zajęcia z hipoterapii. Niestety, na chwilę obecną, nie zostało mu przydzielone miejsce na następny rok szkolny. Może zaproponują nam coś innego?
Oczywiście były chwile mniej przyjemne, ale nie będę się na nich koncentrować. Najważniejsze, że jest postęp, że Oliver nauczył się artykułować swoje potrzeby, sygnalizuje lub wyraźnie oznajmia, że coś go denerwuje, wyprowadza z równowagi. W wielu sytuacjach stresowych, umiał zapanować nad emocjami, oznajmił o tym nauczycielce i wspólnie udało im się ominąć wybuch złości. Każdy tak mały sukces jest dla nas powodem do dumy.
Do tych sukcesów prowadzą nas codzienne małe kroczki, nasza praca i praca grona pedagogicznego. Wspólnymi siłami pracujemy dla niego, dla jego lepszej przyszłości, dla budowania w nim pewności siebie i umiejętności, które dla neurotypowych ludzi są czymś zupełnie naturalnym.
Mamy przed sobą 6 tygodni oderwanych od codziennej rutyny, ale mam nadzieję, że spędzimy je w jak najlepszy sposób.
Najważniejsze, to nie przejmować się drobnostkami, podążać swoją drogą.
Ahoj przygodo!
Pozdrawiamy wakacyjnie 🙂

Kilka dni temu, po raz pierwszy, z duszą na ramieniu, pozwoliliśmy naszym synom pójść do kolegów i bawić się z nimi. Problem w tym, że nie bawią się w domu, ale na podjeździe. Kilka domów od nas i blisko ulicy (gdy kupiliśmy dom, ruch w naszej okolicy był zdecydowanie mniejszy, zamiast obecnego osiedla mieliśmy łąkę!). Ale czy kiedyś będzie odpowiedni moment? Dla mnie pewnie nigdy 😉 Gdy Twoje dziecko jest nieprzewidywalne, gdy najmniejsza rzecz może go wyprowadzić z równowagi, gdy nie wiesz, czy zapamięta podstawowe zasady bezpieczeństwa, podjęcie takiej decyzji jest ogromnie trudne. Jednak kiedyś ten krok musiał nastąpić, w innym razie nie nauczy się samodzielności. Pociesza mnie fakt, że chciał wyjść do kolegów. Chciał się integrować. Kilka razy wrócił do domu z płaczem, wściekły, ale następnego dnia nadal chciał tam iść.
Także wytężam słuch, wzrok i inne zmysły czekając na moje skarby.

Każdy lubi wygrywać, taka jest prawda. Pogodzenie się z porażką nikomu nie przychodzi łatwo. Jednak dzieci ze spektrum każdą porażkę przezywają zupełnie inaczej, niż ich neurotypowi rówieśnicy.
W dodatku, w ich głowach kłębi się wiele myśli. Martwią się rzeczami, z naszego punktu widzenia, błahymi, nieistotnymi. Kilka dni temu, podczas krzyku i płaczu, Oli wyrzucił z siebie wszystkie rzeczy, które go trapią. Wykrzyczał przez łzy wydarzenia z przed kilku lat. Nie miałam pojęcia, że on nadal o tym myśli. Czasami zapominam, że on pamięta najdrobniejsze szczegóły, słowa z wydarzeń, które wywarły na nim pozytywne lub negatywne wrażenie. On ma doskonałą pamięć!
Koniec roku szkolnego wiąże się z wieloma wyzwaniami. Zbliża się Dzień Sportu, który dla Olivera jest zawsze ogromnie stresujący. Hałas, doping, zmiana codziennej rutyny i, co najważniejsze, liczne konkurencje sportowe, spędzają mu już w tej chwili sen z powiek. Oli częściej się "wyłącza", chodzi poddenerwowany, napina się więcej. Tłumaczymy mu, nauczyciele też, że nie liczy się wygrana, liczy się udział w zawodach i pokonanie własnych słabości. Jednak takie tłumaczenie niewiele daje.
Dodatkowo od września, jak co roku, czeka go zmiana nauczyciela. Zauważyłam, że zaznaczył w kalendarzu dni, w których będzie zwiedzać nową klasę. Jest to kolejny problem, który go stresuje. Z roku na rok jest lepiej, łatwiej, ale jest to jednak spora zmiana w jego życiu. W tym roku miał cudowne nauczycielki i nawet ja zastanawiam się, czy w czwartej klasie trafimy na tak wspaniałe grono pedagogiczne. Czy Oliver nawiąże ze swoją nauczycielką wspomagającą tak dobry kontakt, jaki osiągnął z obecną panią? Ja też zaczynam się stresować, ale chyba dlatego, że widzę, jak on zaczyna to wszystko przeżywać.
Wszyscy odczuwamy jego niepokój, niepewność i zdenerwowanie. Atmosfera w domu jest napięta. Oliver ma problemy z zasypianiem, budzi się wcześnie, jest ciągle poirytowany i łatwo wyprowadzić go z równowagi. Znowu zaczął uciekać w szkole, a to jest jego standardowa reakcja na stres i niepokój.
Serce mi pęka, jestem wściekła na cały świat.
Jesteśmy z niego tak bardzo dumni, bo pokonuje własne lęki i słabości. Walczy z samym sobą, wspieramy go i chwalimy z każdego sukcesu, omawiamy porażki. Każdego dnia toczymy walkę o "normalność", cichą walkę, niewidoczną dla wszystkich. Wiele nas to kosztuje, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda nasze życie, ale pisałam już o tym wcześniej. Dlatego, raz na kilka tygodni, miesięcy, moja bateria się rozładowuje. Tak poprostu. I wtedy jest mi cholernie cieżko. Chciałabym zwinąć się w kłębek pod kocem i przeleżeć tak kilka dni.
I, mimo że od kilku miesięcy byłam naładowana pozytywną energią, powoli zaczynam być zmęczona, zniechęcona i poirytowana. Nie umiem obniżyć sobie poprzeczki. Staram się zadowolić wszystkich, a jest to niemożliwe. Ciągle uczę się sobie odpuszczać, ale nie jest to łatwe zadanie.
A w mej matczynej głowie kłębią się myśli, w jaki sposób wzmocnić wiarę mojego dziecka w jego możliwości? Jak pokazać mu, że jest cudownym i mądrym chłopcem? Jak wytłumaczyć mu, że nie musi być we wszystkim najlepszy?

W codziennej pogoni za przetrwaniem zapominamy o tym, co w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, dach nad głową, posiłek na talerzu. Dlaczego dopiero w obliczu tragedii zauważamy to, co daje nam szczęście? Dlaczego umiemy zatrzymać się na chwilę, gdy smutek dosięga naszych serc? Nie wiem, bo ja też należę do tej grupy ludzi.
Nie jest ważne to, że w domu jest bałagan, że dziecko zepsuło zabawkę, zrobiło dziurę w spodniach, a na ścianie pojawił się odcisk brudnych palców 🙂 bo, mimo wydawałoby się, tak ważnych "problemów", mamy siebie, możemy się przytulić, powiedzieć Kocham Cię.
Dlatego pamiętajcie, żeby każdego dnia cieszyć się z małych rzeczy, doceniajmy je! Czasu nie cofniemy, zostaną z nami wspomnienia, na zawsze. Zróbmy wszystko, by były one piękne, żebyśmy nie żałowali naszych wyborów, a gdy nas zabraknie, by nasi bliscy usłyszeli od innych, jakie mieli szczęście, że mogli nas znać.
Idę teraz przytulić moje dzieci i powiedzieć im, jak bardzo jestem z nich dumna, jak bardzo je kocham.
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko
Odchodzą".
Pozdrawiam
Adrianna

Chyba każdy rodzic usłyszał kiedyś od dziecka zdanie: chcę mieć zwierzątko..... my zaczęliśmy od ślimaków! Nadal pamiętam ten niezwykle urokliwy i stylowy widok terrarium w salonie. Na szczęście ślimaki nie były bardzo wymagające, żyły swoim życiem i po kilku miesiącach zostały wypuszczone na wolność.
Po niedługim czasie pojawiły się u nas rybki 😉
Pupil, to ogromny obowiązek. Jednak uważam, że zwierzątko uczy dziecko odpowiedzialności, troski o żywe stworzenie. Pierwsza prośba dotyczyła oczywiście psa, ale nie było wtedy o tym mowy. Praca, małe dzieci i obowiązki domowe nie pozwalały mi na tak ogromne zobowiązanie. Dlatego zdecydowaliśmy się na rybki, które nie wymagają dużego nakładu pracy. Ale nie można ich pogłaskać, przytulić.... i tym sposobem, po około roku od zakupu rybek, pojawił się u nas królik Alfred 🙂 z nim nie było juz tak "łatwo". Królicze bobki pojawiły się na podłodze, futro w herbacie i oczywiście obowiązek sprzątania jego legowiska...w międzyczasie była prośba o posiadanie kur.... pod groźbą wyprowadzenia się z domu, bo przecież jak to jest możliwe, że nie mamy warunków do hodowli kur! Oczywiście, w międzyczasie, standardowe prośby o papugę, chomika i świnkę morską też przewinęły się przez nasz dom. Minął rok i pojawił się kolejny pupil, nasz piesio! I tu dopiero pojawiły się obowiązki, dlatego długo na niego czekaliśmy, musieliśmy się przygotować i dokładnie przemyśleć zobowiązania, które są związane z posiadaniem psa. Sama radość (nie licząc futra w całym domu i jedzeniu, pogryzionych listów, pobrudzonych ścian i śladów brudnych łap w całym domu ;).
Ale WĄŻ przebił wszystko. Dogadałam się z Olim, że może kupić węża, gdy skończy.....17 lat! Zgodził się, ufff. Ze wszystkich możliwości ten rodzaj pupila średnio mi pasuje. Także mam nadzieję, że dziecko zapomni, zmieni zdanie... ale być może wpadnie na inny pomysł. Wczoraj na przykład rozważał hodowlę mrówek 🙂 z moim miłośnikiem zwierząt wszystko jest możliwe i zapewne wpadnie jeszcze na wiele pomysłów. Piesio zajmuje nam jednak tyle czasu, że nie biorę pod uwagę żadnych dodatkowych zobowiązań. Koniec. Kropka. Finito. Bez dyskusji 🙂
Ps. Powiedziała matka, która pewnie i tak ulegnie prośbom dzieci, realnym prośbom, ale WĄŻ się do nich nie zalicza 😉

Nie chcę tym wpisem obrazić rodziców dzieci neurotypowych, ale myślę, że w tej chwili najbardziej zrozumieją mnie rodzice dzieci ze spektrum lub z jakąkolwiek niepełnosprawnością. Oni wiedzą, ile wysiłku i walki z własnymi słabościami kosztuje zrobienie najmniejszego postępu. Jak bardzo dziecko stara się osiągnąć wymierzony cel, spełnić swoje i czyjeś oczekiwania i ile kosztuje go porażka. Rozumieją też, ile może kosztować nas podniesienie się po porażce, ile pracy trzeba włożyć w odbudowanie wiary w możliwości dziecka i udowodnienie mu, że jest wartościowym człowiekiem. Jeden krok do przodu, dwa do tylu...
Dziś mój kochany chłopczyk próbował pokonać własną słabość, strach, próbował przezwyciężyć otaczające go zewsząd bodźce sensoryczne. Walczył, z ogromną determinacją. Jednak, tuż przed ostatnim krokiem załamał się, nie dał rady. Schował się za ławkę i płakał. Było mu wstyd, uważał, że zawiódł wszystkich. I nie docierało do niego, że WSZYSCY jesteśmy z niego dumni, bo próbował pokonać własne słabości i lęk, wykazał ogromną odwagę i determinację. Ale dla niego była to porażka, myślał, że zawiódł nas wszystkich. Nie dociera do niego, że ZAWSZE jesteśmy z niego dumni, zawsze!
Serce mi pękło, gdy zadzwoniła do mnie jego nauczycielka, która z łzami w oczach odpowiedziała mi zaistaniałą sytuację. Oli był tak załamany, że nawet nie chciał się do niej przytulić. Był bardzo zawstydzony. Potrzebował chwili w samotności i nauczycielki to uszanowały. Pociesza mnie tylko fakt, że otacza go tak cudowne grono pedagogiczne, które podchodzi do niego z sercem i zrozumieniem.
Padliśmy, ale wstaniemy, powolutku damy radę. Muszę teraz tylko delikatnie ruszyć do przodu, żeby powoli odbudować w nim poczucie własnej wartości i wiary w siebie. Wiem, że damy radę, nie mamy innego wyboru....

Nasz piesio ma już 6 miesięcy. Jest z niego kawał psa! Idealny do przytulania i ogrzewania się 🙂 mam przez niego więcej bałaganu, pomazane ściany i okno, ale jest tak cudowny i wniósł nam tyle ciepła do domu, że nie żałuję podjętej decyzji. Mimo jego gabarytów, nie odczuwamy jego obecności. Zanim zdecydowaliśmy się na Berneńczyka, dużo czytaliśmy na temat charakterystycznych cech ras. I to był strzał w dziesiątkę. Nasz styl życia nie pozwala nam na posiadanie psa, który wymaga dużo ruchu, dlatego chcieliśmy psa, który zadowoli się spokojnym spacerkiem. Lucky jest wykończony po godzinnym wyjściu na świeże powietrze. W ciągu dnia potrzebuje pieszczot, poza tym leży i śpi 🙂 jest niesamowicie inteligentny, posłuszny i cierpliwy.

Wolny czas organizujemy w sposób dostosowany do szczeniaka, nie możemy pojechać wszędzie tam, gdzie chcemy. Ale podobną sytuację mieliśmy, gdy w naszym życiu pojawiło się dziecko:  zaczęliśmy szukać miejsc przyjaznych dzieciom, teraz szukamy miejsc przyjaznych psom! I czy nam się chce czy nie, musimy ruszyć dupska na spacer.

Oliver dziękuje nam za to, że nareszcie ma pieska. Obaj z Benjaminem przytulają się do Luckusia, gdy wstaną, w ciągu dnia, wieczorem, czytają mu książki, opowiadają jak im minął dzień. Cudownie jest patrzeć na tę więź.

Gdy Oli ma gorszy dzień, po powrocie ze szkoły idzie do psa i przytula się do niego, a Lucky cierpliwie leży i czeka, aż Olusiowi poprawi się humor. Czasami pies psoci się chłopcom w zabawie, bo zabiera im zabawki, szczególnie piłki i patyki, więc w takich sytuacjach mamy ogromną awanturę 😉 wygląda to komicznie! Benjamin wycisza się przy psie, uczy się panować nad emocjami i zadziwia mnie to, że tak często się do niego przytula. Leży z psem na podłodze! W tej chwili Lucky jest już większy od niego, więc Beniut wygląda przy nim jak pisklak! Przytula się do futrzaka i niknie w jego objęciach. Dobrze, że ma jasną czuprynę, bo dzięki niej, nie mam problemu z jego lokalizają 😉

"Miałaś babo mało roboty, to wzięłaś sobie psa!" Wzięłam i nie żałuję! Jedynym minusem jest to, że jesteśmy w pewien sposób ograniczeni w kwestii wyjazdów, bo nie mamy nikogo, kto mógłby zająć się psem przez dłuższy czas, ale tę kwestię będziemy rozwiązywać w momencie organizacji wyjazdu. Tam gdzie my, tam i pies. Wyjazd do Polski zapowiada się interesująco 😉

Dodam jeszcze, że to superpies, przeskoczy przez każdą bramkę i otworzy sobie drzwi, także zrobi wszystko, żeby wydostać się z zamknięcia 😉

 

 

Tak się czuję, wykończona 😉

zaatakowało nas jakieś choróbsko, cały weekend przeleżałam, w piątek w pracy wyglądałam jak zombiak 🙂 czosnek, miód, cytryna, leki, a efektów brak.

Piesio cudowny, grzeczny i mądry, tylko szkoda, ze brudzi w całym domu. Sposób mam jeden: patrzę w drugą stronę ha ha. Na okno ogrodowe raczej nie patrzę, bo jest tak brudne, że szkoda się tym denerwować 😉 ale to przecież pikuś! Przytulaski z pięciomiesięcznym futrzakiem są bezcenne.

Poza tym, staram się przywyczaić do nowej rutyny, po 7 latach pracy na pół etatu, powrót do pracy 5 dni w tygodniu jest trochę męczący, ale jest dobrze. Mogę nawet powiedzieć, że bardzo dobrze, bo odżyłam, rozwijam skrzydła i czuję się cudownie! Czasami warto podjąć ryzyko.

To tak w skrócie o tym, co u nas. Oli planuje, rysuje, wycina, notuje, komponuje 😉

przesyłam trochę pozytywnej energii na nadchodzące dni!

Mua buziaki 102

 

Nadszedł czas przemyśleń i podsumowań. Dla mnie był to wyjątkowy rok, bo zaczęłam pisać o tym, co czuję, jak wygląda moje życie. Nie był to łatwy krok, ale nie żałuję.

Oliver z każdym rokiem robi postępy, poznaje siebie, zaczyna mowić o swoich emocjach, odczuciach. Jest to ogromny sukces. Jest w stanie powiedzieć, że coś zaczyna go denerwować, że coś mu się nie podoba i, że zaraz może się zdenerwować. Jest to bardzo pomocne zarówno w domu, jak i w szkole. Nadchodzi również moment, w którym musimy wytłumaczyć mu, dlaczego jest taki, jaki jest. Nie będzie to łatwe, bo sama nie wiem, jak podejść do tego tematu. Jednak na pewno powiem mu prawdę, nie będę wymyślać niestworzonych historii, kłamać. Oli sam zaczął zauważać swoją odmienności i kilka razy zapytał, dlaczego tak właśnie jest.

Dodatkowo widzi, że ma niewielu przyjaciół. Słucha ostatnio tej piosenki

wsłuchał się w jej tekst i stwierdził, że on też musi znaleźć sobie więcej znajomych, bo ma tylko jednego kolegę.... nie ukrywam, że w takich momentach rozpada mi się serce na wiele kawałków...

Nasz drugi syn jest w trakcie procesu diagnozy, obserwacja oraz niezbędne formalności rozpoczęły się ponad miesiąc temu, także zobaczymy, co przyniesie nam nowy rok. Na pewno kilka zmian, nowe wyzwania.

Dziękuję Wam, że jesteście, że mnie wspieracie, że do mnie piszecie.

Życzę Wam spokojnych, wymarzonych i smacznych Świąt. Pamiętajcie jednak, żeby nie zatracić po drodze najistotniejszej częściej świąt: rodzinnego ciepła, wspólnie spędzonego czasu, radości i beztroski 🙂
Ho ho ho. Wesołych Świąt!

img_1762

img_1814

img_1873

img_1891

 

img_1896

..... karma też. Wierzycie w takie rzeczy? Ja chyba tak. I powiem Wam, że po wydarzeniach z tego tygodnia przestaje w to wątpić 😉 kiedy tracimy nadzieję, ale mimo wszystko próbujemy i nie poddajemy się, ktoś to doceni. Los, możliwe. Nie wstydzę się napisać, że dzięki mojej ciężkiej pracy, uporowi i dążeniu do celu, los się do mnie uśmiechnął.

Podzielę się teraz z Wami kolejnym wydarzeniem w moim życiu. Od ponad roku szukałam nowej pracy, w zupełnie innym środowisku. Nie było łatwo. Porażki "brałam na klatę". I wiecie co? Opłacało się. Zostałam doceniona. W poniedziałek rano nie przypuszczałam, że w czwartek będę siedzieć w nowym biurze 🙂 praca mnie znalazła! Ten tydzień był szalony, wręcz mało realny! Sytuacja jak z filmu: "Adrianna, chcemy zaproponować Ci pracę, czy mogłabyś zacząć w ten czwartek? co o tym myślisz?" Zostałam polecona, a rekomendacje były tak dobre, że nie było nawet rozmowy kwalifikacyjnej 🙂 prawda, że nieprawdopodobne? Jestem bardzo szczęśliwa, bo nie myślałam, że ten rok zakończy się w taki sposób. Marzenia się spełniają, ale trzeba na nie zapracować i poczekać.

Teraz czekają mnie poważne wyzwania zawodowe, zostałam rzucona na głęboką wodę, ale oczywiście będzie dobrze! Trzymajcie za mnie kciuki, bo będzie mi to potrzebne!