Zespół Aspergera

W zeszłym roku napisałam Wam, jak tęsknimy za domem, szczególnie w okresie świątecznym.

Ten rok będzie wyjątkowy, bo jedziemy na święta, po 9 latach, do Polski. Kiedy ostatni raz siedzieliśmy w Polsce przy wigilijnym stole, byłam w ciąży z Oliverkiem 🙂 po koszmarnej trasie powrotnej, przy sypiącym śniegu, białych autostradach, niebezpiecznych warunkach i 32 godzinach w samochodzie, stwierdziliśmy, że nigdy więcej nie pojedziemy do Polski na święta autem. Ale, nigdy nie mów nigdy 😉

Dzieci są bardzo podekscytowane. Oliver jak zwykle wszystko planuje, zapisuje i organizuje.

W naszym domu w tej chwili królują piosenki świąteczne, uwielbiamy ten czas. Pamiętajcie, żeby nie dać się zwariować, dom nie musi być lśniący, prezenty drogie. Liczy się czas spędzony z bliskimi. Pamiętajcie też o innych, samotnych, chorych. Warto zatrzymać się na chwilę, zastanowić nad naszym życiem i czy jesteśmy z siebie dumni. Czy za kilka lat nie będziemy wstydzić się naszych wyborów. Czy wspomogliście jakiś szczytny cel w tym roku? Odmówiliście sobie np.piwa, żeby wpłacić pieniążki na chore dziecko? Żeby kupić upominek do paczki dla dzieci z domów dziecka? Czy znajdziesz czas, żeby odwiedzić osoby samotne w domu opieki?  Warto zatrzymać się na chwilę i pomysleć nie tylko o sobie, ale rownież o innych.

18 dni do świąt. Tyle do zrobienia 🙂 ale spokojnie, nie wszystko musi być idealne (chociaż ja stawiam sobie zawsze wysoko poprzeczkę). Włączmy nasze dzieci do przygotowań. Moi chłopcy uwielbiają gotowanie i pieczenie. My niedługo zaczniemy wielkie pakowanie 🙂  Także trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy dojechali cali i zdrowi.

 

1 Comment

Nie należę do osób, które lubią nic nie robić 🙂 nawet, gdy obiecuję sobie, że będę robić nic, to i tak mi to nie wychodzi! Dlatego, jestem pracującą mamą, bo taki był mój wybór. Jeszcze rok temu pracowałam tylko 3 dni w tygodniu, 20 godzin. Gdy pojawiła się oferta pracy, o którą starałam się przez dłuższy czas, nie miałam wątpliwości, żeby ją przyjąć. Wiązało się to jednak z rozpoczęciem pracy na pełen etat. Pomyslałam sobie, kto nie da rady, jeśli nie ja! Nie było łatwo, bo mając dziecko, które wymaga dodatkowego wsparcia, brak cioć i babć w okolicy, drugie dziecko, które nie należy do "najłatwiejszych" przypadków i psa, musiałam opracować inny plan działania.

Kilka tygodni temu zaproponowano mi awans i oczywiście zgodziłam się go przyjąć. Wiązało się to z przyjęciem dodatkowych obowiązków i kilku godzin pracy więcej. Nie jest łatwo, ale jestem ambitna, chcę się rozwijać, zająć głowę czymś wiecej niż tylko myśleniem o domu i dzieciach. Jednak przyznam się, że minęły 2 tygodnie i czuję, że nie ogarniam wszystkiego. Jestem wykończona. Wiem, że jest to chwilowy kryzys, ale ostatnie tygodnie dały mi w kość. Zasypiam przed 21! Stres i ogrom obowiązków w pracy, problemy Olivera i jego brata w szkole plus obowiązki domowe na razie mnie przerastają. Dam radę, wiem to, muszę tylko znowu opracować rutynę i system, które pomogą mi zapanować nam naszym życiem.

Powtarzam sobie, że nie muszę być idealna we wszystkim co robię, że trochę kurzu na komodzie nikomu nic złego nie zrobi, że w każdy weekend nie musimy piec ciasta...

Tymczasem, jeszcze przed śniadaniem, dziś w sobotę, zdąrzyłam sprzątnąć łazienkę, umyć podłogę i wytrzeć kurze z szafek ha ha. Postaram jednak się poprawić, obiecuję! Natomiast już teraz mam zamiar "nic" nie robić. Idziemy na Festiwal Jabłek, imprezę urodzinową, a wieczorem wypiję sobie lampkę wina lub nawet dwie! O!

ps. Niedawno miałam urodziny, a to prezent od koleżanki 🙂

Melduję, że mamy płytę, teksty 18 piosenek, jest boom box, link do choreografii i, co najważniejsze, pewien bardzo podekscytowany chłopiec, który ćwiczy repertuar. Serce rośnie, głowa pęka, jest moc! Koncert jest 8.01.2018.

Pozdrawiam z domu pełnego śpiewu, muzyki i tańca 🙂

niech moc będzie ze mną 🙈

Załączam link dla zainteresowanych. To największa tego typu impreza chórów szkolnych w Anglii, a według informacji na stronie internetowej, rownież na świecie.

https://www.youngvoices.co.uk/

Zastanawiam się jak to wszystko wyjdzie w praktyce, gdyż nadwrażliwy na hałas Oli, zapewne nie jest w stanie wyobrazić sobie ogromu ilości bodźców, które na niego czekają. Jestem jednak dobrej myśli.

Szaro, buro i ponuro.... zastanawiam się, czy schować już sandały na strych.... a jeszcze 2 tygodnie temu chodziliśmy w letnich ubraniach, ach.

Na przykład łapaliśmy meduzy w Chałupach 🙂

Pierwszy tydzień szkoły minął bardzo pozytywnie. Jednak pierwszego dnia Oliver postanowić zaprezentować wszystkim jego nowe umiejętności... wszedł do klasy i po 30 sekundach pokazał koledze środkowy palec. Mi opadła szczęka, bo nigdy wcześniej nie widziałam, żeby pokazywał coś takiego. Zrobił to z uśmiechem na twarzy, dlatego stwierdziłam, że zapewne nawet nie wie, co to znaczy. Jedo nauczycielka wspomagająca oświadczyła, że na razie trzeba to ignorować, zobaczy, jak sytuacja się rozwinie. Gdy wychodziłam z klasy Oli pomachał mi środkowym palcem na pożegnanie 🙈 Ten moment skojarzył mi się z tą sceną

Cudowny czas rodzicielstwa! Po szkole odbyliśmy rozmowę na temat rożnego rodzaju gestów i, o ile mi wiadomo, Oli nikomu nie machał w twarz środkowym palcem. Zaczął integrować się z rówieśnikami, więc uczy się również złych rzeczy.

Niech moc bedzie z Wami.

ja odliczam czas do ferii- 6 tygodni 😉

 

 

Witam Was wszystkich!
Wakacje dobiegają końca. Spędziliśmy wspaniałe chwile z rodziną i przyjaciółmi. Pogoda nam sprzyjała, bo nacieszyliśmy się słońcem i ciepłem. Gdy wróciliśmy do domu powitał nas deszcz i 13 stopni za oknem. Cóż, szybki powrót do rzeczywistości. Musieliśmy zmienić nasze plany wakacyjne, ale na szczęście obyło się bez większego dramatu 😉

Spełniło się rownież kolejne marzenie chłopców, spróbowali swoich sił w surfingu. Chyba chcą pójść w ślady kuzyna, Mistrza Polski w Kitesurfingu!

Od wtorku powrót do szkoły.... jesteśmy pozytywnie nastawieni, będzie dobrze.

Udanego weekend. Buziaki

Cześć Wam i czołem. Mamy wakacje! Nareszcie 🙂 i nie mogę uwierzyć, że kolejny rok szkolny za nami i od września Oli będzie uczniem czwartej klasy! Szok.
Co to był za rok!
Ale wiecie co? Było lepiej niż rok temu 🙂 i oby tak dalej. Dobrą wiadomością jest to, że nasza wspaniała nauczycielka wspomagająca zostaje z nami. Dzięki niej ten rok był tak dobry, bo Oli nawiązał z nią niesamowitą więź. Stał się rownież bardziej samodzielny, odważny, uwierzył we własne możliwości, wystąpił na apelu przed całą szkołą! Został ambasadorem w dziedzinie zapylania, przemawiał przed uczniami każdej klasy, udzielał się w klubie ogrodnika.
Był na 2 wycieczkach szkolnych, w tym jednej w teatrze. Z ostatniej wycieczki wrócił o 20, był to wyjazd do lasu z wieloma atrakcjami. Jego wychowawczyni powiedziała, że spisał się na medal.
Pokonał wiele barier, które rok temu wydawały nam się niemożliwe do pokonania!
Cudownym doświadczeniem były zajęcia z hipoterapii. Niestety, na chwilę obecną, nie zostało mu przydzielone miejsce na następny rok szkolny. Może zaproponują nam coś innego?
Oczywiście były chwile mniej przyjemne, ale nie będę się na nich koncentrować. Najważniejsze, że jest postęp, że Oliver nauczył się artykułować swoje potrzeby, sygnalizuje lub wyraźnie oznajmia, że coś go denerwuje, wyprowadza z równowagi. W wielu sytuacjach stresowych, umiał zapanować nad emocjami, oznajmił o tym nauczycielce i wspólnie udało im się ominąć wybuch złości. Każdy tak mały sukces jest dla nas powodem do dumy.
Do tych sukcesów prowadzą nas codzienne małe kroczki, nasza praca i praca grona pedagogicznego. Wspólnymi siłami pracujemy dla niego, dla jego lepszej przyszłości, dla budowania w nim pewności siebie i umiejętności, które dla neurotypowych ludzi są czymś zupełnie naturalnym.
Mamy przed sobą 6 tygodni oderwanych od codziennej rutyny, ale mam nadzieję, że spędzimy je w jak najlepszy sposób.
Najważniejsze, to nie przejmować się drobnostkami, podążać swoją drogą.
Ahoj przygodo!
Pozdrawiamy wakacyjnie 🙂

Kilka dni temu, po raz pierwszy, z duszą na ramieniu, pozwoliliśmy naszym synom pójść do kolegów i bawić się z nimi. Problem w tym, że nie bawią się w domu, ale na podjeździe. Kilka domów od nas i blisko ulicy (gdy kupiliśmy dom, ruch w naszej okolicy był zdecydowanie mniejszy, zamiast obecnego osiedla mieliśmy łąkę!). Ale czy kiedyś będzie odpowiedni moment? Dla mnie pewnie nigdy 😉 Gdy Twoje dziecko jest nieprzewidywalne, gdy najmniejsza rzecz może go wyprowadzić z równowagi, gdy nie wiesz, czy zapamięta podstawowe zasady bezpieczeństwa, podjęcie takiej decyzji jest ogromnie trudne. Jednak kiedyś ten krok musiał nastąpić, w innym razie nie nauczy się samodzielności. Pociesza mnie fakt, że chciał wyjść do kolegów. Chciał się integrować. Kilka razy wrócił do domu z płaczem, wściekły, ale następnego dnia nadal chciał tam iść.
Także wytężam słuch, wzrok i inne zmysły czekając na moje skarby.

Każdy lubi wygrywać, taka jest prawda. Pogodzenie się z porażką nikomu nie przychodzi łatwo. Jednak dzieci ze spektrum każdą porażkę przezywają zupełnie inaczej, niż ich neurotypowi rówieśnicy.
W dodatku, w ich głowach kłębi się wiele myśli. Martwią się rzeczami, z naszego punktu widzenia, błahymi, nieistotnymi. Kilka dni temu, podczas krzyku i płaczu, Oli wyrzucił z siebie wszystkie rzeczy, które go trapią. Wykrzyczał przez łzy wydarzenia z przed kilku lat. Nie miałam pojęcia, że on nadal o tym myśli. Czasami zapominam, że on pamięta najdrobniejsze szczegóły, słowa z wydarzeń, które wywarły na nim pozytywne lub negatywne wrażenie. On ma doskonałą pamięć!
Koniec roku szkolnego wiąże się z wieloma wyzwaniami. Zbliża się Dzień Sportu, który dla Olivera jest zawsze ogromnie stresujący. Hałas, doping, zmiana codziennej rutyny i, co najważniejsze, liczne konkurencje sportowe, spędzają mu już w tej chwili sen z powiek. Oli częściej się "wyłącza", chodzi poddenerwowany, napina się więcej. Tłumaczymy mu, nauczyciele też, że nie liczy się wygrana, liczy się udział w zawodach i pokonanie własnych słabości. Jednak takie tłumaczenie niewiele daje.
Dodatkowo od września, jak co roku, czeka go zmiana nauczyciela. Zauważyłam, że zaznaczył w kalendarzu dni, w których będzie zwiedzać nową klasę. Jest to kolejny problem, który go stresuje. Z roku na rok jest lepiej, łatwiej, ale jest to jednak spora zmiana w jego życiu. W tym roku miał cudowne nauczycielki i nawet ja zastanawiam się, czy w czwartej klasie trafimy na tak wspaniałe grono pedagogiczne. Czy Oliver nawiąże ze swoją nauczycielką wspomagającą tak dobry kontakt, jaki osiągnął z obecną panią? Ja też zaczynam się stresować, ale chyba dlatego, że widzę, jak on zaczyna to wszystko przeżywać.
Wszyscy odczuwamy jego niepokój, niepewność i zdenerwowanie. Atmosfera w domu jest napięta. Oliver ma problemy z zasypianiem, budzi się wcześnie, jest ciągle poirytowany i łatwo wyprowadzić go z równowagi. Znowu zaczął uciekać w szkole, a to jest jego standardowa reakcja na stres i niepokój.
Serce mi pęka, jestem wściekła na cały świat.
Jesteśmy z niego tak bardzo dumni, bo pokonuje własne lęki i słabości. Walczy z samym sobą, wspieramy go i chwalimy z każdego sukcesu, omawiamy porażki. Każdego dnia toczymy walkę o "normalność", cichą walkę, niewidoczną dla wszystkich. Wiele nas to kosztuje, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda nasze życie, ale pisałam już o tym wcześniej. Dlatego, raz na kilka tygodni, miesięcy, moja bateria się rozładowuje. Tak poprostu. I wtedy jest mi cholernie cieżko. Chciałabym zwinąć się w kłębek pod kocem i przeleżeć tak kilka dni.
I, mimo że od kilku miesięcy byłam naładowana pozytywną energią, powoli zaczynam być zmęczona, zniechęcona i poirytowana. Nie umiem obniżyć sobie poprzeczki. Staram się zadowolić wszystkich, a jest to niemożliwe. Ciągle uczę się sobie odpuszczać, ale nie jest to łatwe zadanie.
A w mej matczynej głowie kłębią się myśli, w jaki sposób wzmocnić wiarę mojego dziecka w jego możliwości? Jak pokazać mu, że jest cudownym i mądrym chłopcem? Jak wytłumaczyć mu, że nie musi być we wszystkim najlepszy?

W codziennej pogoni za przetrwaniem zapominamy o tym, co w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, dach nad głową, posiłek na talerzu. Dlaczego dopiero w obliczu tragedii zauważamy to, co daje nam szczęście? Dlaczego umiemy zatrzymać się na chwilę, gdy smutek dosięga naszych serc? Nie wiem, bo ja też należę do tej grupy ludzi.
Nie jest ważne to, że w domu jest bałagan, że dziecko zepsuło zabawkę, zrobiło dziurę w spodniach, a na ścianie pojawił się odcisk brudnych palców 🙂 bo, mimo wydawałoby się, tak ważnych "problemów", mamy siebie, możemy się przytulić, powiedzieć Kocham Cię.
Dlatego pamiętajcie, żeby każdego dnia cieszyć się z małych rzeczy, doceniajmy je! Czasu nie cofniemy, zostaną z nami wspomnienia, na zawsze. Zróbmy wszystko, by były one piękne, żebyśmy nie żałowali naszych wyborów, a gdy nas zabraknie, by nasi bliscy usłyszeli od innych, jakie mieli szczęście, że mogli nas znać.
Idę teraz przytulić moje dzieci i powiedzieć im, jak bardzo jestem z nich dumna, jak bardzo je kocham.
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko
Odchodzą".
Pozdrawiam
Adrianna

Chyba każdy rodzic usłyszał kiedyś od dziecka zdanie: chcę mieć zwierzątko..... my zaczęliśmy od ślimaków! Nadal pamiętam ten niezwykle urokliwy i stylowy widok terrarium w salonie. Na szczęście ślimaki nie były bardzo wymagające, żyły swoim życiem i po kilku miesiącach zostały wypuszczone na wolność.
Po niedługim czasie pojawiły się u nas rybki 😉
Pupil, to ogromny obowiązek. Jednak uważam, że zwierzątko uczy dziecko odpowiedzialności, troski o żywe stworzenie. Pierwsza prośba dotyczyła oczywiście psa, ale nie było wtedy o tym mowy. Praca, małe dzieci i obowiązki domowe nie pozwalały mi na tak ogromne zobowiązanie. Dlatego zdecydowaliśmy się na rybki, które nie wymagają dużego nakładu pracy. Ale nie można ich pogłaskać, przytulić.... i tym sposobem, po około roku od zakupu rybek, pojawił się u nas królik Alfred 🙂 z nim nie było juz tak "łatwo". Królicze bobki pojawiły się na podłodze, futro w herbacie i oczywiście obowiązek sprzątania jego legowiska...w międzyczasie była prośba o posiadanie kur.... pod groźbą wyprowadzenia się z domu, bo przecież jak to jest możliwe, że nie mamy warunków do hodowli kur! Oczywiście, w międzyczasie, standardowe prośby o papugę, chomika i świnkę morską też przewinęły się przez nasz dom. Minął rok i pojawił się kolejny pupil, nasz piesio! I tu dopiero pojawiły się obowiązki, dlatego długo na niego czekaliśmy, musieliśmy się przygotować i dokładnie przemyśleć zobowiązania, które są związane z posiadaniem psa. Sama radość (nie licząc futra w całym domu i jedzeniu, pogryzionych listów, pobrudzonych ścian i śladów brudnych łap w całym domu ;).
Ale WĄŻ przebił wszystko. Dogadałam się z Olim, że może kupić węża, gdy skończy.....17 lat! Zgodził się, ufff. Ze wszystkich możliwości ten rodzaj pupila średnio mi pasuje. Także mam nadzieję, że dziecko zapomni, zmieni zdanie... ale być może wpadnie na inny pomysł. Wczoraj na przykład rozważał hodowlę mrówek 🙂 z moim miłośnikiem zwierząt wszystko jest możliwe i zapewne wpadnie jeszcze na wiele pomysłów. Piesio zajmuje nam jednak tyle czasu, że nie biorę pod uwagę żadnych dodatkowych zobowiązań. Koniec. Kropka. Finito. Bez dyskusji 🙂
Ps. Powiedziała matka, która pewnie i tak ulegnie prośbom dzieci, realnym prośbom, ale WĄŻ się do nich nie zalicza 😉