Monthly Archives: Listopad 2016

img_1757

Zanim pojawi się wpis podsumowujący mijający rok, postanowiłam napisać Wam, co czuje człowiek mieszkający daleko od domu rodzinnego. Wszyscy widzą tylko pozytywne, według ich subiektywnej opinii, skutki mieszkania za granicą. Wielu z Was wydaje się, że nam, emigrantom, żyje się łatwiej, możemy pozwolić sobie na wiele, mamy "kasiore", a funty same  pojawiają się na koncie. Chciałabym, żeby tak było 😉 niewielu zdaje sobie sprawę, że lata mijają, a nas nie ma na uroczystościach rodzinnych, podczas ważnych wydarzeń. Nie ma nas na niedzielnych obiadach u mamy. Moje dzieci przytulają się do babć, dziadków, cioć, wujków i kuzynostwa kilka dni w roku. Nie spotykamy się w rodzinnym gronie podczas świąt, nawet jeśli bardzo tego pragniemy, ale niestety np. w firmie, w której pracujemy jest zakaz, bez racjonalnej argumentacji, wyjeżdżania na urlop w grudniu.... i nie ma różnicy czy jesteś Polką, która nie była w domu na święta już 8 lat, czy jesteś Anglikiem, który być może chce sobie wypocząć w tym czasie. Życie, he?

Czasu nie cofniemy, nie jestesmy w stanie przywrócić tych wszystkich istotnych i mniej istotnych wydarzeń w życiu naszym i naszych bliskich. Urodziny, imieniny, wesela, pogrzeby, pobyt w szpitalu. W sytuacji kryzysowej jestesmy uzależnieni od firmy transportowej, pracodawcy, sytuacji finansowej, bo nie oszukujmy się, ale wyjazd wiąże się z nakładem finansowym. I, chociaż w pewnych sytuacjach życiowych, pieniądze nie mają znaczenia, gdy jest ich mało, niektórzy mimo największych chęci, nie są w stanie dotrzeć do Polski na czas. Bo, mimo stereotypów, na emigracji ludzie zmagają się z podobnymi problemami, jak w Polsce. Też brakuje pieniędzy, czasu, zdrowia. Trzeba pracować, by żyć, by wiązać koniec z końcem. Nie zawsze jest kolorowo. Pamiętajcie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

I są takie chwile, gdy zastanawiam się co ja tu jeszcze robię? Trzyma mnie tutaj tylko jedna rzecz i to nie jest dom, który stworzyliśmy, bo dom jest tam, gdzie jest miłość, rodzina., czyli tak naprawdę możemy stworzyć go wszędzie. To dużo lepsza pomoc dla moich dzieci. Czytając historie dotyczące polskich dzieci w polskich szkołach, jestem przerażona. Nie chce, by moje dziecko z Zespołem Aspergera było traktowane w podobny sposób. Dlatego, na razie, nigdzie się stąd nie ruszam. Popłaczę, posmucę się, ale zacisnę zęby i jakoś dam radę. Ale i tak, szczególnie teraz w okresie świątecznym, co jakiś czas, łzy pojawiają się w oczach i serce pyta: dlaczego? Przecież tego chciałaś, tak? Chciałam, ale myślałam, że będzie to wyglądać trochę inaczej.....

1 Comment

Miałam zamiar napisać coś pozytywnego.  Myślałam, że podsumuję mijający rok i uda mi się sklecić całkiem pozytywny wpis. Bo tak naprawdę, ten rok był całkiem dobry. Uczymy się ciągle, a właściwie najbardziej uczy się Oliver, a my razem z nim. Czasami robimy krok do przodu, później dwa kroki w tył, ale jednak idziemy do przodu. Tylko dlaczego tak trudno skupić się na pozytywnych stronach życia? Dlaczego kilka przykrych wydarzeń zaważa na naszym samopoczuciu? Tak, wiem, to kwestia naszego nastawienia się do świata. Chciałabym mieć w sobie tyle optymizmu, co Ewa Chodakowka 😉 ale niestety nie jestem tak pozytywnie nakręcona.

Patrząc na to, co dzieje się dookoła nas, zaczynam wątpić w człowieczeństwo.... dlaczego jest tyle cierpienia i niesprawiedliwości?

Dodatkowo jestem zmęczona, tak, zmęczona i nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Muszę uwolnić się od toksycznych osób wokół mnie. Jednak to też nie jest proste. Ten proces trwa dłużej niż myślałam, co jest dobijające.

Za oknem mokro i zimno. Ale mam to szczęście, że mogę wyjść na spacer i zmarznąć i zmoknąć, w przeciwieństwie do tych,  którzy marzą o tym, by w ogóle wyjść na spacer....

Zawsze może być gorzej, prawda? Doceniam to, co mam. Cieszę się z mojego domowego chaosu, bałaganu, zmęczenia, bo przynamniej mam kogoś, kto ten chaos w moim życiu tworzy. Jednak czasami tak trudno cieszyć się z tego, co mam, bardzo trudno. Szczególnie wtedy, gdy w przeciągu kilku dni dostanie się kilka razy ostro po głowie... Ale będzie dobrze, jakoś będzie dobrze. Czasami mam poprostu ochotę zwinąć się w kłębek pod ciepłym kocem i przeleżeć tak chociaż przez kilka godzin.

Z dobrych wiadomości napiszę to, że nasz puszek okruszek, a właściwie okruch, bo rośnie szybko, jest wspaniałym i mądrym psem! Dodatkowo doskonale ogrzewa mi stopy 😉 jak na razie nie rzucam jeszcze piorunami 😉

img_1610

Zaczęłam już kulinarne przygotowania do świąt. Dokładnie z dniem dzisiejszym! Przygotowuję część rzeczy wcześniej i zamrażam, żeby odciążyć się trochę przed samymi świętami. Praca, dzieci, dom, życie w biegu, brak czasu, trzeba jakoś sobie to wszystko rozłożyć w czasie.  Także na brak zajęć nie narzekam 😉

 

ps. Obiecuję, że napiszę pozytywny wpis, bo taki był mój zamiar, ale jednak nie dałam rady. Poprawię się.

 

 

img_1531

Oliver jest "gwiazdą tygodnia" w szkole.
Dla tych, którzy nie znają języka angielskiego krótkie tłumaczenie:
5 super rzeczy dotyczących Olivera:
1. Podczas apelu w zeszłym tygodniu wykazał się odwagą, ponieważ zrobił coś, czego nigdy wcześniej nie odważył się zrobić- wystąpił przed całą szkołą i przeczytał pewien tekst.
2. Pewnego dnia zdobył 11 naklejek ( jest to forma doceniania pracy dzieci i ich osiągnięć).
3. Wymyślił i brał udział w przedstawieniu o brązowym misiu.
4. Bardzo dobrze radził sobie w sytuacjach, które były dla niego wyzwaniem.
5. Zgłaszał się wiele razy- wszyscy uwielbiamy słuchać, gdy włączasz się do dyskusji.

Oliver, w tym tygodniu byłeś absolutnie niesamowity, momentami prawie doprowadziłeś dorosłych do płaczu ze szczęścia i dumy.  Super robota gwiazdo tygodnia!

img_1505

Kto w niedzielę rano wstaje ten ma szczeniaka, dzieci i.... upieczone pierniki 🙂

Ciasto piernikowe było już gotowe, dziś upiekliśmy pierniczki. 1/3 została skonsumowana 😉 reszta zostanie zamknięta w puszce, wyjmiemy je w Wigilię lub na kilka dni przed świętami. Wtedy będziemy je dekorować, aby poczuć magię świąt.

Udanego dnia.

Pozdrawiam z domu pachnącego piernikami 💞

dsc_0345      dsc_0310

Marzenia są po to, żeby je spełniać i chyba nikt nie ma wątpliwości, że warto to robić.
Kilka lat temu Oliver zobaczył w telewizji gejzer i powiedział, że chciałby zobaczyć go na żywo. Pózniej doszło zainteresowanie wielorybami. Każdy z nas marzył o zobaczeniu czegoś, co znajdowało się w Islandii: zorza polarna, wulkan, wodospad, wieloryby, gejzery, lodowa laguna.

img_1279

Wtedy pojawił się pomysł pojechania do tego niezwykłego miejsca. Niestety, wyjazd nie należy do najtańszych, dodatkowo 2 lata temu dzieci były jeszcze zbyt małe na wycieczkę tego typu. Odkładaliśmy, planowaliśmy i w końcu pojechaliśmy. Nie żałuję 🙂 miejsce magiczne, inne niż wszystkie, wyjątkowe.


img_1248
Wyjazd zaplanowany, omówiony, mapa w plecaku. Na miejscu, co jest oczywiste, wiele nieprzewidzianych sytuacji oraz mnóstwo emocji. Obaj chłopcy byli bardzo przeładowani ilością bodźców, ale zmęczenie też dawało nam się we znaki.

img_1194
Na szczęście atrakcje w postaci niesamowicie pięknych krajobrazów, koni, owiec i śniegu, zrekompensowały nam trudy wycieczki 🙂
dsc_0354

Zdecydowaliśmy się na wynajęcie auta i zwiedzenie wyspy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Codziennie nocowaliśmy w innym miejscu, dzięki temu, zobaczyliśmy jakie tajemnice kryją w sobie różne zakątki Islandii. Wyjazd męczący, pogoda zmienna, niesamowity wiatr, ale krajobraz wynagradzał nam wszystkie niedogodności.
Mieliśmy dużo szczęścia, bo już w pierwszy wieczór, gdy pluskaliśmy się w gorących źródłach, na niebie pojawiła się zorza polarna.
dsc_0089

dsc_0081

Główna atrakcja wyjazdu, czyli wieloryby, nie odbyła się bez niespodziewanych komplikacji.... zakładaliśmy, że możemy nie zobaczyć wielorybów, bo to jest kwestia szczęścia, ale nie braliśmy pod uwagę, że zacznie wiać najgorszy z możliwych wiatrów i nie pozwolą nam wypłynąć na ocean.... oczywiście z naszym szczęściem tak się stało. Północny wiatr, mała łódź i dzieci poniżej 10. roku życia, to zdecydowanie najgorsze połączenie. Kapitan nie zgodził się na to, by nas zabrać. Wyobraźcie sobie Oliverka, który najbardziej czekał na tę część wycieczki.... serce nam pękło. Ogarnęliśmy się szybko, sprawdziliśmy numery telefonów do innych przewoźników w północnej części kraju. Znaleźliśmy przewoźnika, który posiadał większą łódź z możliwością schronienia się w zamkniętym pomieszczeniu! Zobaczyliśmy mnóstwo wielorybów, w dodatku humbaki, ulubione 🙂 także opłacało nam się cofać 90km... szkoda tylko, że dopadła mnie choroba morska, całe popołudnie miałam dość ciężkie 😉 dodatkowo, obydwa telefony odmówiły posłuszeństwa i nie zdążyliśmy nagrać humbaków, niska temperatura sprawiła, że telefony "padły".  Na szczęście wszystkie wspomnienia zostają z nami na zawsze, delektowalismy się tym, co udało nam się zbaczyć.
dsc_0068

Wszystkie nasze marzenia się spełniły, wróciliśmy wykończeni, ale przeszczęśliwi. Zdjęcia i filmy nie oddają uroku Islandii.

dsc_0291

Wyjazd zdecydowanie dla aktywnych, więc jeśli wolisz leniuchować, to nie wybieraj się do Islandii.

dsc_0380

dsc_0319

Będziesz mieć ochotę na zatrzymywanie się co kilka metrów 🙂 będziesz mieć wyrzuty sumienia, że nie jesteś w stanie wszystkiego zobaczyć. Będziesz również wdzięczny za to, że jesteś w tak cudownym miejscu, docenisz moc natury,

dsc_0289    dsc_0246 dsc_0164

dsc_0154 img_1458

dsc_0266 dsc_0282 dsc_0323 dsc_0360 dsc_0265 dsc_0376

ps. Jeśli zastanawiasz się, czy hot dogi rzeczywiście są takie pyszne, to mogę śmiało napisać, że do naszych polskich się nie umywają 😉 i niestety nie spotkaliśmy żadnego Elfa 😉

Jeśli za kilka tygodni lub miesięcy, zacznę narzekać, przeklinać i rzucać piorunami, to przypomnicie mi proszę, że tę decyzję podjęłam świadomie, samodzielnie i bez przymusu. Zastanawiałam się nad tym wiele miesięcy. Lista za i przeciw była długa. Zdecydowalam się i cieszę się jak dziecko 🙂
Poznajcie GO, oto Lucky, sprawca całego zamieszania. Skradł nasze serca 🙂

img_1475

img_1479