Monthly Archives: Sierpień 2016

moje życia

7 lat temu nasze życie zmieniło swój bieg, zostaliśmy rodzicami. Ja, zostałam mamą. Myślę, że nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, co to oznacza, dopóki sam nie zostanie rodzicem. Odkryłam nową siebie, poznałam moją nową wersję, która kształtowała się podczas ciąży, okresu cudownego i magicznego. Przez 9 miesięcy rozwijał się we mnie cud, najwspanialszy dar, jaki można sobie wyobrazić: dziecko. I myślę, że nie wyolbrzymiam teraz wartości narodzin. Natura jest niesamowita, a możliwość obserwowania siebie, własnego ciała podczas okresu ciąży, była dla mnie błogosławieństwem.
I tak, po 9 miesiącach w 38. tygodniu ciąży urodził się mój pierwszy syn. Niespodziewanie, szybko i bezproblemowo. Pokonałam własne słabości, ale odkryłam również w sobie niesamowitą siłę, odporność na stres i ból, ale przede wszystkim, bezwarunkową miłość. Miłość, o której mogłam wcześniej marzyć, wyobrażać sobie, co ona znaczy. Miłość, która sprawia, że w każdym dniu odnajduję sens mojego życia.
Jestem wdzięczna za każdą wspólną chwilę, chociaż czasami mam ochotę wyjść z domu i nie wracać 😉 jednak moje życie, bez dzieci, nie miałoby teraz sensu. To one uczą mnie żyć, pokazują mi inny świat, oczami dziecka.
7 lat radości, szczęścia, ale rownież płaczu, stresu i pokonywania przeszkód. 7 lat, których nie zamieniłabym na nic innego! Kocham moje dziecko, a właściwie dzieci, nad życie. I dziękuję im za to, że są.
Oliverkowi dziękuję za to, że jest wyjątkowy, kochany i cudowny. Dziękuję mu za 7 lat buziaków, przytulasków, nosków eskimosków i wszystkie uczucia, które są we mnie. Uczy mnie życia 🙂 Mam nadzieję, że jego marzenia się spełnią. A ja zrobię wszystko, by go motywować i pomagać mu w spełnianiu tych marzeń.
Sto lat Myszko. Kocham Cię nad życie.
Mama <3 image

2 komentarze

image
Niedawno podróżowałam sama, pierwszy raz od prawie siedmiu lat, dlatego miałam sposobność skupienia się na innych sprawach niż bieganie za dziećmi i pilnowaniu czy się nie zgubią. Jednak, niestety, temat najbliższy memu sercu, nie ominął mnie rownież tym razem.
Gdy tylko zobaczyłam go, gdy wszedł do hali odlotów, gdy usłyszałam, w jaki sposób mówi, wiedziałam. Każdy, kto ma styczność z autyzmem jest w stanie to zauważyć. Nie wiedziałam tylko, czy chłopiec ma autyzm czy Zespół Aspergera.
Podróż dla każdego jest mecząca. Okres oczekiwania na odlot jest męczący dla dorosłych, a każdy rodzic wie, jaki moze to byc koszmar, gdy podróżuje się z dziećmi, szczególnie małymi. Dodatkowo, wylot w nocy nie ułatwia sprawy. I tak, siedziałam sobie, czekałam na samolot, który miał opóznienie o 30 minut, gdy chłopiec, którego zauważyłam wsród tłumu, zaczął powoli tracić cierpliwość. Powoli,stopniowo, niecierpliwił się i kwestia wybuchu była nieunikniona. Widziałam, jak narasta w nim frustracja, bo on "chciał już lecieć do Polski, do babci". Kolejka, zniecierpliwienie i w pewnym momencie bum. Jasiek zaczął krzyczeć, bić mamę, płakać, biegać, kopać itd. Mama Jaśka miała kogoś do pomocy, chyba koleżankę. Odniosłam wrażenie, że nie wiedzą co zrobić. Zaczęły się szepty, nie dziwię się, bo był konkretny armagedon, ale po szeptach zaczęły się komentarze. I wiecie co? Czułam jej ból, niemoc, wsciekłość, wstyd oraz zmęczenie. Widziałam, że czuje się zawstydzona, czuła te spojrzenia, słyszała komentarze.
Podeszłam, zapytałam czy mogę jakoś pomóc, szepnęłam, że ją rozumiem, bo często jestem w podobnej sytuacji. Chciałam zasugerować jakieś rozwiazanie, ale stwierdziłam, że chyba nie jest to na miejscu. Chociaż odniosłam wrażenie, że ona nie wiedziała, co zrobić, jak go wyciszyć.
Ale wiecie co mnie najbardziej zdenerwowało? Gdy weszliśmy do samolotu, siedziałam przy dwóch "paniusiach", które z pogardą odnosiły się do wszystkich dzieci, ale najbardziej do "rozwrzeszczanego bachora". Komentowały wszystko pod nosem, bo to była ich "najgorsza podróż". "dlaczego muszą tak cierpieć?". Gdy dziecko ok.4 letnie kopnęli w fotel, to mruczący pod nosem "co robisz!", "uspokój się". I wiecie co? Miałam ochotę chwycić je za kudły i uderzyć tymi pustymi głowami o zagłówek fotela, ale stwierdziłam, że one są takimi ignorantkami, że cokolwiek im powiem to i tak nic do nich nie dotrze.
Bo, oprócz ignorancji i chamstwa, były to osoby z alergią na dzieci, miałam wrażenie, ze rownież na innych ludzi. One nie mają pojęcia, co oznacza podróż z dzieckiem, wiedzą tylko jak krytykować innych. Poczułam się bezsilna, wściekła, bo ja jestem jedną z tych matek, które były i będą w podobnej sytuacji. Oceniane przez zadufane w sobie lalunie, które nie mają pojecia, jak wygląda życie z dzieckiem, a tym bardziej z chorym dzieckiem. I słuchanie tego typu komentarzy, było dla mnie bardzo bolesne. Słuchanie z jaką pogardą ktoś może wyrażać się o moim dziecku, oceniać je i mnie, było bardzo przykrym doświadczeniem.
Ale najbardziej byłam zła na siebie, bo co mogłam zrobić? Wiem, ze jakakolwiek relacja z mojej strony nie zmieniałaby tych kobiet. I to mnie najbardziej zdenerwowało. Czy stchórzyłam? Nie wiem. Jestem jak lwica i za moje dzieci oddałbym zycie, ale wtedy przemilczałam sytuację. Bolał mnie brzuch, trzęsły mi się ręce, ale nic nie powiedziałam. I chyba to mnie najbardziej denerwuje. Czuję ogromny niesmak. Ale nie wiem, jak zachowałabym się ponownie. Nie wiem...