Monthly Archives: Lipiec 2016

Biwak

Za kilka dni koniec roku szkolnego. Z tego powodu postanowiłam podsumować to, jak minął nam kolejny rok szkolny.
Patrząc ogólnie na to, co osiagnął Oli, uważam, że nie było bardzo źle. W tym roku szkolnym było zdecydowanie łatwiej niż w poprzednich latach. Wszyscy uczymy się rutyny szkolnej. Jest łatwiej, bo Oli wie, jak wygląda sytuacja w szkole, że są przerwy semestralne, że jest koniec roku i wie, z czym się to wiąże. Wie, że po wakacjach idzie do nowej klasy. Wie, ze od września będzie nowy wychowawca ( tu zmienia się wraz z przejściem do kolejnej klasy). Było lekkie napięcie związane z zamieszaniem spowodowanym przez okres adaptacyjny, gdy do klasy przychodzi nowy nauczyciel, gdy dzieci spędzają część dnia w nowej sali lekcyjnej, aby wiedziały, w której klasie będą mieć lekcje ( w ramach wyjaśnień, dzieci mają zajęcia w jednej klasie przez cały rok). W zerówce pod koniec roku Oliver zrobił zadymę, musiano ewakuować otoczenie, bo nie panował nad sobą. W pierwszej klasie było tylko kilka nieprzyjemnych sytuacji, a teraz, oprócz kilku gorszych dni spowodowanych niepewnością i zapewne podekscytowaniem oraz zmianą codziennej rutyny, odbyło się bez większych scen.
Olusiowy szkolny świat jest raczej poukładany, stabilny, przewidywalny. Bywają dni, gdy z rożnych powodów następuje reorganizacja planu dnia. Wtedy oczywiście pojawia się stres i napięcie, które Oli zwykle odreagowuje w charakterystyczny dla niego sposób: albo zadyma, albo ucieczka 😉 Nauczyciele i my jesteśmy w stanie zauważyć, przez jego reakcje, że pojawił się problem i wspólnymi siłami staramy się go rozwiązać.
Oluś Czasami przyłącza się do wspólnych zajęć z dziećmi, wcześniej nie odczuwał takiej potrzeby, a wszelka próba przekonania go do przyłączenia się do rówieśników kończyła się szałem lub "tylko" rzucaniem przedmiotami. Także to też jest ogromny krok na przód. Chcę się skupić na pozytywnych aspektach, ale muszę dodać, że oprócz wykazywania czasami chęci do integracji z rówieśnikami, Oli zauważył, że nie ma przyjaciół. Że ma tylko jednego przyjaciela. Powiedział to do mnie ze smutkiem w oczach. Powoli zaczyna zauważać, że inni bawią się razem, on stoi z boku. Nie chcę się teraz rozpisywać, bo jest to temat na osobny wpis. Powoli na horyzoncie zaczyna pojawiać się problem integracji, należenia do jakiejś tam grupy. Trzeba będzie się z tym zmierzyć, ale to dopiero przed nami.
Kilka dni temu Oli postanowił przeczytać opowiadanie dla całej klasy i był z siebie bardzo dumny, my z resztą też 🙂 nie poznałam jeszcze jego nauczycielki wspomagającej, ale mam nadzieję, że trafi w dobre ręce i szybko się dotrą, bo z obecną panią były ogromne zgrzyty.
Nie martwię się na zapas, przynajmniej staram się nie martwić, bo zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Czekamy również na potwierdzenie informacji na temat hipoterapii, która będzie mieć miejsce podczas godzin szkolnych. Mam nadzieję, ze ta propozycja wypali, bo myśleliśmy o tym od dłuższego czasu, a w dodatku nie musielibyśmy za nią płacić, bo to szkoła skontaktowała się ze stadniną 🙂 także trzymajcie mocno kciuki, żeby zgodzili się przyjąć Olivera, żeby znalazło się dla niego miejsce!
Także, oby wakacje minęły nam przyjemnie i bez większych tragedii 😉
Aha, chcemy wiecej słońca, chcemy naładować baterie na cały rok!

Ognisko

image

Czasami, tak po prostu, tęsknie za błahostkami, takimi jak wizyta u siostry po szkole, jak wyjazd z bratem do Warszawy, żebym mogła się poszwendać. Jak gra w koszykówkę po lekcjach. Za zapachem obiadu, gdy wracałam ze szkoły. Za 17:00, gdy tata wracał do domu. Za wspólnym oglądaniem meczów w środę. Tęsknię za czasami, gdy moim największym problemem było zaliczenie kolokwium, zdanie egzaminu, zdobycie podpisu w indeksie. Tęsknię za czasami, gdy zamiast iść na wykład robiliśmy sobie maraton serialowy i nie musieliśmy nawet wstawać z łóżka na dłużej niż kilkadziesiąt minut. Tęsknię za niedzielami, gdy budziłam się o 10:00 i mogłam spokojnie zjeść śniadanie. Tęsknie za spotkaniami towarzyskimi, gdy mogliśmy siedzieć do świtu, a pózniej odsypiać zarwaną noc do woli. Tęsknię za zapachem polskiego lata, ciepłymi letnimi nocami, burzami i świeżym powietrzu po nich. Tęsknię za kąpielą w jeziorze, szczególnie wieczorem, po deszczu.
Jednak te tęsknoty sprawiają, ze jestem mną 🙂 i mam za czym tęsknić 🙂 bo teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej. I wiem, że za kilka lat będę tęsknić za nocnymi pobudkami, za kłótniami o bajki, zabawki. Zatęsknię za małymi stopkami, które przydreptują do naszej sypialni nad ranem. Zatęsknię za cudownymi rączkami, które przytulają mnie, a Ustka mówią "kocham Cię, mamo". I tak naprawdę, te wszystkie obecne tęsknoty wydają się nieistotne, bo mimo zmęczenia i czasami braku siły i woli walki, mam te 2 pary ramion, które są najcudowniejszym darem na świecie.
Zawsze za czymś tęsknimy, to normalne, ale chyba trzeba nauczyć się cieszyć się chwilą, by za jakiś czas nie mowić, że żałuję, że nie zrobiłam tego czy owego lub, że zrobiłam coś, czego nie powinnam. Życie to nie jest bajka, zawsze są przed nami wyzwania. Nie zawsze jesteśmy w stanie je udźwignąć, ale trzeba się starać. Nic innego nie możemy zrobić.

Rodzice Aspików, czy Wasze dzieci też tak przeżywają obecne Euro? Ja wiem, że gry i zabawy zespołowe sprawiają Aspikom dużo problemów, ale Oli nawet jako kibic, bardzo przeżywa porażki zespołu, któremu kibicuje. Wczoraj tak się rozpłakał, że przez 30 minut nie mogłam go opanować 🙁 nie mam pojęcia, w jaki sposób mam mu wytłumaczyć, że na tym polega gra, ktoś musi wygrać. W szkole i prywatnie zmagamy się z tym problemem, ale wtedy, gdy on bierze udział w konkurencjach. Dopiero teraz tak się zaangażował w kibicowanie, że nie może opanować emocji. Przeszło mi przez głowę to, żeby nie oglądał meczów, ale to nie o to chodzi. Zapewne, jak ze wszystkim, za jakiś czas (może do następnych rozgrywek Euro), dojrzeje i inaczej zareaguje na porażki jego drużyny....
Macie może jakieś sugestie? Scenki? Zabawy, które pomogą mi zobrazować mu ten temat?