Monthly Archives: Maj 2016

Od kilku dni czytam teksty na temat tego, jak macierzyństwo zmienia kobiety, co oznacza bycie mamą itp. Mam wrażenie, że dla niektórych kobiet jest to doświadczenie wręcz metafizyczne 😉
Czy macierzyństwo mnie zmieniło? Oczywiście, bo od momemtu, gdy dowiedziałam się, że pod moim sercem noszę dziecko, zdałam sobie sprawę, że będę odpowiedzialna za drugiego człowieka. Pamiętam pierwszą myśl, gdy zobaczyłam wynik testu: czy dam radę? Natomiast nie uważam, że macierzyństwo to powód do wyrzeczenia się siebie, do odrzucenia swojego dotychczasowego życia tylko dlatego, że pojawił się w nim mały człowiek.
Bycie mamą pozwala mi odkrywać nową siebie, ale nie zapominam o tej starej wersji. Uważam, że nie należy traktować dziecka, jak części siebie, bo to jest człowiek, odrębna istota, która kiedyś wyfrunie z naszego gniazda, a my w nim nadal zostaniemy. I co wtedy? Bez pasji, własnych zainteresowań staniemy się smutnymi i zgorzkniałymi mamami. Ja tego nie chcę! Kocham moje dzieci ponad wszytko, ale kocham też siebie! Kocham czas wolny, gdy mogę w spokoju przeczytać książkę, wypić lampkę wina i obejrzeć z mężem film.
Pamiętajmy też, że dziecko nie jest naszą własnością, szanujmy jego zdanie, motywujemy je, pomagajmy mu odnaleźć jego pasje. Dziecko obserwując nas, uczy się życia. Dlatego, jeśli nie będziemy pokazywać mu, w jaki sposób można spędzać wolny czas, ono też nie będzie wiedzieć, co może robić po szkole, oprócz grania na xboxie, oglądania telewizji czy siedzenia przed komputerem. Moją rolą jest pokazanie tego, jak można spędzać czas wolny. I to jest dla mnie macierzyństwo, otwieranie nowych perspektyw dla moich dzieci, żeby za kilka lat, mogły mi powiedzieć, że ich dzieciństwo było interesujące, że nauczyłam ich wielu pożytecznych rzeczy, dzięki którym teraz są samodzielnymi mężczyznami z interesującym życiem. Nie oczekuję nic więcej. Chcę widzieć, że moje dzieci są szczęśliwe, że czują się kochane.
Za 2 dni Dzien Dziecka, mam nadzieję, że w Waszych domach, dzieci czują się tak, jakby ten dzień był codziennie. I tego Waszym dzieciom życzę oraz beztroski, radości oraz poczucia bezpieczeńtwa, tego, że są kochane, wyjątkowe i najwspanialsze na świecie! Pamiętajcie, by mówić im codziennie KOCHAM CIĘ, jesteś cudowna/y.
Cieszmy się każdą chwilą, bo dzieci zbyt szybko rosną 🙂

Nie, nie będę pisać o Panu Tiktaku, Ciotce Klotce, 5-10-15 czy Teleranku 🙂 chociaż muszę przyznać, że wspomnienia z z dzieciństwa to bardzo przyjemna sprawa. Przypomina mi się beztroska, radość z drobiazgów i brak problemów. Piękne czasy!
Kilka osób zapytało mnie, kiedy wiem, że Oliver jest na krawędzi wybuchu, jak jestem w stanie to rozpoznać. Odpowiedź jest dość prosta: mowa ciała dziecka, które dobrze znamy. Jeśli się zastanowicie, to Wy rownież jesteście w stanie poznać, że ktoś z Waszych bliskich ma zły humor, coś go martwi, zachowuje się inaczej niż zwykle. I tak też jest w przypadku dzieci autystycznych, ale z tą różnicą, że one nam nie powiedzą o co chodzi, bo bodziec może pojawić się w najmniej oczekiwanej sytuacji. Kiedyś napisałam o tym, że jestem mamą i "detektywem", bo wychwycenie bodźców powodujących napad u dziecka nie jest łatwe. Dlatego, obserwacja środowiska, w którym przebywa, może pomóc zmniejszyć lub nawet uniknąć wybuchu złości czy agresji. Jedynym problemem jest to, że nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, co go wywoła, bo może to być najbardziej banalna rzecz: słowo, gest, zapach, dźwięk. W naszym przypadku jestem w stanie przewidzieć, że w sytuacjach najbardziej stresujących dla Olivera, czyli spotkania w większej grupie oraz głośne miejsca, prawdopodobieństwo wywołania ataku szału jest dużo większe niż na przykład podczas wycieczki nad morze. Nie jesteśmy w stanie wyeliminować zagrożeń, natomiast jesteśmy w stanie je trochę zneutralizować.
Jak to wygląda w praktyce? Powiedzmy, że jesteśmy na placu zabaw. Jak wiadomo, dzieje się tam dużo, za każdym razem jest inaczej. Wszystko jest nieprzewidywalne. Dużo stresujących czynników dla Aspika, który uwielbia rutynę. Oli może zdenerwować się faktem, ze jakieś obce dziecko chce się przyłączyć do zabawy. I zdenerwuje się nie dlatego, że nie ma ochoty się z kimś pobawić, tylko dlatego, że nie wie, jak się zachować. To może wywołać u niego frustrację, wtedy może popchnąć dziecko, może uciec, nie reagując zupełnie na słowo STOP, może zacząć rzucać przedmiotami, które są w jego otoczeniu, może zaatakować inne dzieci. On wtedy nad sobą nie panuje, nie wie co robi, bo nie radzi sobie z emocjami. Taka specyfika tej choroby. Wiem, że nauczy się nad sobą panować, jest już trochę lepiej i zapewne będzie jeszcze lepiej 🙂 ale musimy się tego wspólnie nauczyć. Dlatego muszę go obserwować, bo nie wiem czy w danej chwili jakaś sytuacja wyprowadzi go z równowagi, czy akurat tym razem postanowi pobawić sie z nieznajomym. Nie jest tak, że za każdym razem napięcie w Oliverze narasta w identyczny sposób. Jest kilka powtarzalnych symptomów. Oli zaczyna się "napinać", my tak to nazywamy. Prostuje wtedy ręce, staje na palcach, zaczyna wykrzywiać szczękę. Może rownież zacząć mruczeć, unikać kontaktu wzrokowego. Co oznacza, ze stara się wyłączyć, stymuluje się, żeby opanować emocje. Wtedy wiem, że coś zaczyna się dziać, że zaraz może nastąpić armagedon. Bo bywa również tak, że armagedon pojawia się bez ostrzeżenia 😉 ale, gdy widzę, ze napięcie narasta, pierwszą rzeczą, którą muszę zrobić, to wyeliminować niepożądane bodźce. Najcześciej jest to zmiana otoczenia, ewakuacja 😉 odnosząc się do powyższego przykładu, zabrałabym go z placu zabaw lub w miejsce, w którym nie widzielibyśmy punktu zapalnego, czyli w tym przypadku dziecka, które chciało się tylko pobawić. Co nam to daje? Wyciszenie, "zagrożenie" zostaje usunięte, Oliver może się wyciszyć, uspokoić lub pozbyć emocji w sposób bezpieczny dla niego i innych osób w jego otoczeniu. Może poskakać, pokrzyczeć, rzucić kijem w krzaki... Jak długo to trwa? Może być to kwestia kilku minut lub kilkudziesięciu.... Wtedy możemy wrócić na płac zabaw lub udać się w inne miejsce. On wyrzuca z siebie emocje, z którymi nie może sobie poradzić w inny sposób, co sprawia, że po takiej akcji Oli znowu jest moim spokojnym synkiem. Gdy on wraca do normy, ja jestem strzępkiem człowieka, bo mnie to również dużo kosztuje. Nie jest to miłe uczucie, gdy patrzy się na własne dziecko, które jest w szale, nie daje się dotknąć, przytulić, wrzeszczy i płacze. Czasami uda mi się go przytulić na siłę, zwykle to pomaga, ale zanim on się uspokoi mogę mieć limo pod okiem.... Takie życie...
Gdy jesteśmy w miejscu publicznym, które jest głośne i widzę, że wzrasta w nim napięcie, szukam najbardziej odosobnionego miejsca, w którym jest spokojnie i cicho. Czasami pomaga skupienie uwagi na czymś interesującym,ale prawda jest taka, że w momencie narastającego napięcia, uniknięcie wybuchu jest mało prawdopodobne, mogę jedynie zmniejszyć jego siłę.
W tej chwili Oliver jest czasami w stanie wychwycić moment narastania emocji. Nie zawsze jednak wie, co wtedy zrobić, dokąd uciec, więc jeśli jestem przy nim, zabieram go w bezpieczne miejsce. W szkole ma wyznaczony taki kącik, ale nie zawsze zdąży do niego wyjść....
Tik tak, tykająca bomba, która na szczęście coraz rzadziej wybucha.

Za każdym razem, gdy czytam wiadomości prywatne, które są do mnie przysyłane, zalewa mnie krew. Dlaczego? Bo nie mogę pogodzić się z niesprawiedliwością i głupotą ludzką! Nie mogę pojąć, jak ludzie dorośli mogą być tak bezczelni i zachowywać się w chamski sposób. Czego tacy ludzie obawiają się słysząc słowo "autyzm"? Reagują wtedy, jakby spotkali kogoś z chorobą zakaźną. Jak w XXI wieku można zachowywać się w ten sposób? Dlaczego, gdy dzieci dokuczają innym, i nie jest istotne to czy dziecko jest zdrowe czy chore, dorośli nie tłumaczą, że tak się nie robi? Dlaczego, nie zachęcają swoich dzieci do integracji z dziećmi chorymi? Dlaczego, własną postawą, nie pokazują, że z każdym mozna się bawić? Dlaczego nie tłumaczą dzieciom, że każdy człowiek jest inny, co nie oznacza, że jest gorszy? Dzieci są przyjazne, to my uczymy ich pewnych postaw i wpajamy im wartości. Niechęć do innych nie bierze się znikąd. Gdy czytam, że dziecko jest wyśmiewane przez kolegów, że nie ma reakcji ze strony dorosłych, to nie mogę tego pojąć.
Przeraża mnie rownież niewiedza i brak taktu wsród kadry nauczycielskiej, z dyrekcją na czele. Dlatego nie dziwi mnie, że nawet w klasach integracyjnych, nie ma tolerancji, pomocy, motywacji, skoro dzieci nie mają skąd czerpać przykładu. Grono pedagogiczne pod dyrekcją ignorantki, która w sposób absolutnie bezczelny zwraca się do rodzica dziecka "problematycznego", nie zachowuje się lepiej, bo skąd niby ma wziąć przykład?? Wpisywanie uwag o tresci dla mnie nie do zaakceptowania, a wynikające z braku wiedzy w temacie, doprowadza mnie do szału. Nie mogę pogodzić się i nie chcę z takim zachowaniem.
W tej chwili mam ochotę wykrzyczeć wszystkim, że nie tak mam być. Nie chcę żyć w świecie pełnym nienawiści, zawiści i niesprawiedliwości. A najbardziej boli mnie to, że dotyka to nasze dzieci, moje dziecko. Że mój syn spotka na swojej drodze takie potwory, które uważają się za kogoś lepszego. Zalewa mnie krew, gdy widzę takie "mamuśki", mam ochotę wtedy wbić im trochę wiedzy w ich puste głowy. Pozniej chce mi się wyć, z bezsilności, bo przecież wszystkowiedzące damy i tak nic sobie z tego nie zrobią. Powiedzą, ze jestem taką samą wariatką jak mój syn. Straszne, prawda???
Jeśli dziecko ma pecha i ma opiekunów, którzy powinni zostać wysłani na Kamczatkę, to w tym miejscu powinna pojawić się szkoła, która nauczy i pokaże, jak powinniśmy traktować ludzi, WSZYSTKICH ludzi. Czasami mam wrażenie, że prowadzę walkę z wiatrakami, ale jeśli chociaż jedna osoba zrozumie, że autyzm nie jest zakaźny, to będę szczęśliwa. Ponieważ nie robiąc nic, nie sprawimy, że cokolwiek się zmieni. Dlatego będę walczyć, będę chodzić z uniesioną głową i będę tłumaczyć, że nie ma się czego bać. Niewiedza sprawia, że się boimy, dlatego czytajmy, edukujmy się i otwierajmy na nieznane.

warto marzyć 🙂 ale warto też robić wszystko, co w naszej mocy, by marzenia się spełniały. Warto dążyć do założonego celu, pomagać szczęściu i odkładać na marzenia, a nie odkładać marzenia. Dziś jest piękny wiosenny dzień, pierwszy tak ciepły od wielu dni i w dodatku zrobiłam kolejny krok w kierunku spełnienia marzeń moich dzieci 🙂 banan nie schodzi z mojej twarzy. Planujemy podróż w magiczne miejsce! Jestem chyba tak podeskcytowana, jak moje dzieci 🙂

ahoj przygodo!