Monthly Archives: Kwiecień 2016

1 Comment

W miniony weekend rozmawiałam z osobą, która zainspirowała mnie do napisania tego wpisu. Już długo nie rozmawiałam z kimś, kto podniósł mnie na duchu, kto ma podobne poglądy do moich i z kim, tak po ludzku, miło było spędzić trochę czasu. Bardzo rzadko mam czas tylko dla siebie, o spotkaniach towarzyskich nawet nie wspominam 😉 nie mam czasu, ludzie nie mają czasu, jest to przerażające, bo wszyscy biegamy tak naprawdę za niczym, a życie przelatuje nam między palcami. Ciągle sobie powtarzam, ze dzieci to nie cały mój świat, trzeba też znaleźć chwilę dla siebie i staram się ją zawsze wygospodarować, jednak nie jest to łatwe. Mieszkanie z daleka od najbliższych sprawia, ze musimy zawsze liczyć tylko na siebie, nie mamy okazji, by zostawić dzieci na kilka godzin z dziadkami i w spokoju zrelaksować się i poświęcić sobie czas. Ale nie narzekam, takie życie sobie wybraliśmy, nauczyliśmy się samodzielności i  mimo wielu potknięć, dajemy radę 🙂

Wracając do tematu wpisu.... Tolerancja, jedno słowo, a jednak ma ogromne znaczenie. Często słyszę z ust innych "Jestem osobą tolerancyjną", a później z tych samych ust słyszę epitety skierowane w stronę innych, ubliżanie i wyśmiewanie się z czyichś niedoskonałości, które być może są jego zaletami...Nie pojmuję tego. Ogólnie nie pojmuję zła i nienawiści, które nas otaczają. Smutne jest to, że zamiast robić postęp, mam wrażenie, ze cofamy się z naszymi poglądami. Jestem chyba zbyt wrażliwa, za bardzo przejmuję się krzywdą innych. Ale z drugiej strony, dlaczego miałabym udawać, że nie widzę tego, co się dzieje. Pomyślisz: przecież nie zmienisz świata. Owszem, całego świata nie zmienię, ale mogę sprawić, że ten, najbliżej mnie, jest w miarę sprawiedliwy. Nie robiąc nic i udawając, że pewne problemy nas nie dotyczą, jesteśmy ignorantami.

Mama nauczyła mnie, że należy szanować każdego człowieka. W szkole podstawowej były osoby odrzucone przez większość, bo były z biedniejszej rodziny, ze wsi, miały gorsze ubrania, były mniej inteligentne. Ale wiecie co? Mi to nie przeszkadzało. Bo niby dlaczego???? Jako jedna z nielicznych nie odrzuciłam ich, a oni ze mną rozmawiali, bo nie mieli innych kolegów. Nic mnie to nie kosztowało, a im sprawiło to wiele radości. Zazdrość, zawiść, ocenianie innych. Mnie naprawdę nie interesuje ile ktoś zarabia, jaki ma samochód, czy ma firmowe ubrania czy nie. Nie wyśmiewam kogoś, tylko dlatego, że ma inny kolor włosów, inne zainteresowania, jest trochę grubszy niż ja. Nie oceniam, bo należy pamiętać, że człowiek, którego widzimy może być po wielu trudnych sytuacjach życiowych. Że jego zachowanie lub wygląd mogą być efektem ubocznym choroby, z którą się zmaga. W dzisiejszych czasach "hejt" jest na topie. Ale ja się z tym nie zgadzam! Łatwo jest osądzać innych, szczególnie robiąc to anonimowo zza monitora komputera. Tylko po co? Ja rozumiem, że przez wyśmiewanie innych, część osób ma wrażenie, że podnosi własne ego. Takie osoby myślą, że są "lepsze" od szykanowanej osoby. Jednak tak nie jest. I nie mogę pogodzić się z życiem w takim społeczeństwie. Dopóki bedziemy akceptować takie postępowanie, nie będzie lepiej. Należy zacząć od siebie, od naszego otoczenia. A wiecie, co mnie najbardziej denerwuje? Pseudokatolicy, którzy idą do kościoła, zobaczyć jak inni wyglądają, a po powrocie do domu, mogą ich obgadać i wyśmiać. Jarmark próżności, ogromny jarmark. Wypowiedzi ludzi "wierzących", które widzę w telewizji są tak nieludzkie, że sama nie wiem, co mam o tych ludziach myśleć... Zacznijmy od przeanalizowania własnego zachowania. Ja zawsze uważam, ze drugiego człowieka należy traktować tak, jak chciałabym być ja traktowana przez innych. Proste.

Moje dzieci nigdy nie usłyszą ode mnie, że ktoś jest głupi, gruby, że śmierdzi, że ma niemodne ubrania. Cieszę się, że mieszkam w kraju, gdzie moje dzieci mogą zobaczyć, że ludzie mogą mieć skórę innego koloru, że na karate może chodzić chłopiec, który jeździ na wózku inwalidzkim i nie jest to dla nikogo powód do dyskryminacji tego dziecka! Że są różne religie, zwyczaje, święta. I mam nadzieję, że moim postępowaniem, bo to MY dajemy naszym dzieciom przykład, nauczę ich szacunku do ludzi i przyrody, bo świat nas otaczający to nie tylko ludzie, to zwierzęta, rośliny, budynki.

Narzekasz na otaczający Cię świat? Możesz to zmienić? Małymi krokami, ale najpierw zacznij od siebie 🙂

4 komentarze

Lody

Niejadek. Zapewne wielu rodziców tak mówi o swoim dziecku. Dzieci są wybredne, mają swoje upodobania, tak jak dorośli. Ich preferencje zmieniają się z wiekem. Ja mam podejście takie, że nie należy dziecka zmuszać, jak zgłodnieje, to samo poprosi o coś do jedzenia. Nie rozumiem biegania za dziećmi i wpychania im jedzenia na siłę. Nie zje śniadania o 7:30, to może o 8 poprosi o kanapkę. Dorośli też nie zawsze mają apetyt, nie zawsze chce nam się jeść i nie koniecznie to, co mamy na talerzu. Im więcej zamieszania, tym gorzej. Moje podejście to - bez "spiny" 😉 Kwestia smaku u dzieci z autyzmem to zupełnie inny problem, ponieważ przez zaburzenia sensoryczne, pokarm jest dla nich sporym wyzwaniem. Jest to spowodowane nadwrażliwością na smak, zapach, teksturę. Problem może polegać na braku łaknienia lub przejadaniu się. Niektóre dzieci wolą mocno doprawione potrawy, inne bardzo delikatne. Rodzice aspików mogą wyliczyć rzeczy, które jedzą ich dzieci w kilka sekund, bo są to zazwyczaj te same potrawy, które są jedzone cały czas. Niestety.

Oliver do okołu 2. roku życia jadł wszystko. I, tak jak reszta rzeczy w tym okresie, jego preferencje smakowe uległy zmianie ( już wcześniej pisałam o tym, że wydawało mi się, że ktoś podmienił mi dziecko, było to mniej więcej, gdy Oli skończył 2 lata). Zaczęło się wybrzydzanie. W tej chwili jest w stanie chociaż polizać nową rzecz, po długich pertraktacjach oczywiście, ale najczęściej od razu biegnie do zlewu, żeby to wypluć i wypłukać usta litrem wody 😉 Dodatkowo ma bardzo wyczulony smak i bez problemu wychwyca wszelkie próby przemycenia czegokolwiek. Zupa, a lubi 2, to tylko sam płyn, bez dodatków i, jeśli wyczuje jakieś ziarenko, od razu pluje. Także rosół i pomidorówkę, bo o nich mowa, przelewam przez sitko.... Mięso zje, ale bez dodatków. Na obiad naleśniki, placki ziemniaczane, mięso prawie w każdej postaci, tylko bez "dziwactw". Wczoraj zrobiłam panierkę z sezamu, chia i pestek dyni, zmielonych oczywiście, ale ta opcja nie przeszła, panierka została zdjęta z kotleta 🙂 Pizza w wersji podstawowej, spaghetti po bolońsku, to jego ulubione włoskie smaki. Lubi rybę, więc zapiekam mu filet z dorsza w piekarniku i uwielbiam, gdy zajada go z apetytem! Lubi jabłka i marchewki i to by było na tyle z działu warzywa i owoce. Kiedyś lubił soki owocowe, ale w tej chwili pomaga mi je wrzucać do sokowirówki, wlewa do szklanek i na tym kończy się jego przygoda z sokiem. Grzanki, białko z jajka ugotowanego na twardo, parówki, kanapki z szynką i płatki z mlekiem, to propozycje śniadaniowe lub na kolację. Także, nie ma tego zbyt dużo. Obiad przygotowuję najczęściej w dwóch wersjach, bo muszę mieć opcję dla Olivera. Jego brat to przeciwieństwo- zje wszystko :)))

Pizza

Oli jest wrażliwy na zapachy, dlatego spotkania przy stole w większym gronie nie należą do jego ulubionych. Ucieka, bo jest głośno i ma zbyt dużą dawkę zapachów. W tym roku pierwszy raz siedział z nami przy stole wigilijnym. Było to może 5 minut, ale lepsze to niż nic 🙂 Wyjście do restauracji jest wyzwaniem, bo oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się stanie. Nie zawsze, nawet w tym samym miejscu, jest taka sama rutyna, co może wyprowadzić go z równowagi (bo na przykład ostatnio do naszego stolika przyszła pani kelnerka, a teraz pan kelner). Dodatkowo, menu musi być dostosowane do jego potrzeb. Z reguły sprawdzam listę dań w internecie i wiem, czy możemy się wybrać w dane miejsce czy nie. Czas oczekiwania na danie oraz zapachy unoszące się w lokalu mogą spowodować, że Oli nie doczeka do podania zamówienia i chce wyjść z lokalu. Mimo tego, chodzimy z nim do restauracji, bo musi nauczyć się pewnych zachowań, zwyczajów, norm społecznych i oswoić się z takimi miejscami. Przy składaniu zamówienia od razu prosimy o rachunek, bo wiemy, że będziemy szybko wychodzić, chyba że są lody na deser, wtedy mamy szansę na spokojne dokończenie posiłku 😉 Lody tylko waniliowe!

Ja jestem wszystkożerna i uwielbiam jeść 🙂 pod tym względem wraz z moim młodszym synkiem tworzymy zgodny duet.

Ps. Zrobiłam się bardzo głodna i mam ochotę na małe "conieco"....

 

image

Wiosna, czas odradzania się do życia, czas nowych nadziei. Myślę, że mogę przyznać, iż wiosna jest moją ulubioną porą roku. Gdy byłam młodsza najbardziej lubiłam lato, chyba ze względu na szkolne wakacje 😉  Lubię wszystkie sezony, jednak wiosna daje nadzieję, że wszytko może się ułożyć. Ja tak to interpretuję,  tak to czuję i cieszy mnie fakt obserwowania przyrody budzącej się do życia 🙂

Już wcześniej wspominałam, że spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu. Dzieci to uwielbiają, ze mną bywa różnie, bo mimo że "duszę" się w domu, to deszcz do mnie nadal nie przemawia 😉 Jednak, ubieram kalosze i ubrania przeciwdeszczowe i wychodzę na spacer. Wiosną za oknem jest piękniej, cieplej, słoneczniej. Aż chce się spędzać czas aktywnie. Dla mnie dzień na sofie jest dniem straconym! Owszem, bywają dni, gdy mam ochotę nic nie robić, jednak zdarza się to bardzo rzadko. Szkoda mi dnia, dzieci i życia 🙂 Nie zgadzam się z argumentem, że wszystko kosztuje. Nieprawda. Dla chcącego nic trudnego. Spacer po lesie lub parku nic nie kosztuje. Są hobby, które wymagają sporego nakładu pieniędzy, jednak, aby utrzymać aktywność fizyczną i najzwyczajniej w świecie wyjść na dwór, nie trzeba mega kasy. Jeśli ktoś chce zaoszczędzić pieniądze, wystarczy spakować przygotowane kanapki i przekąski, wziąć koc i cieszyć się piknikiem na świeżym powietrzu. Należy doceniać małe rzeczy, drobnostki, które sprawią, że zrozumiemy, jakie mamy szczęście.

image

Podczas wiosny i lata nas nie ma w domu 🙂 Przyznaję się bez bicia, że w okresie letnim mój dom "zarasta" kurzem, bo nie chce mi się tracić pięknych dni na sprzątanie. Nawet, jeśli jest to tylko czas spędzony w ogródku, to i tak wolę wygrzewać się w słońcu niż biegać ze ścierką. Także proponuję wrzucić na luz, cieszyć się dłuższymi dniami, rozruszać się po zimie i docenić małe rzeczy, dzięki którym nasze życie jest piękne. Dopóki mamy dach nad głową, coś do zjedzenia oraz osoby, które kochamy i nas kochają, tak naprawdę nie potrzeba nam więcej do szczęścia. Cieszmy się małymi rzeczami, znajdźmy w sobie dziecko, którym byliśmy kiedyś i pozwólmy sobie zapomnieć o otaczających nas problemach. Nie porównujmy się z innymi, to nie ma sensu. Cieszmy się tym, co mamy. Ja nigdy nie porównywałam się z innymi, nie konkurowałam. Dom, praca, samochód, zarobki. Każdy ma to, na co sobie zapracował. Nie zazdroszczę, cieszę się z sukcesów innych. Dziwne?? Może trochę, ale zazdrość i porównywanie z tym, co mają inni mi nie pomoże. Nie sprawi, że poczuję się szczęśliwsza. Dlatego, po co przejmować się takimi rzeczami? Dlatego, skupiam się na moim życiu, na tym, co dla mnie jest ważne! Dziś wpis bez narzekania. Na mnie tak działa wiosna 🙂

Carpe diem!

image

 

Autyzm

Dzień dobry.

Dziś Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie. Dlatego, chcę napisać, jak ważne jest to, w jaki sposób wychowujemy nasze dzieci. To my, dorośli, dajemy im przykład. To my pokazujemy im świat. Nikt nie rodzi się nietolerancyjny, nikt nie rodzi się rasistą, homofobem, ignorantem. Naszym obowiązkiem jest nauczanie dzieci, że inny, nie znaczy gorszy. Należy szanować każdego człowieka.

Gdy urodził się Oliver myślałam, że moim głównym zadaniem będzie pokazanie mu świata. Szybko okazało się, że to ja muszę uświadamiać ludzi na temat jego choroby. On jest moim superbohaterem, wyjątkowym, innym, dzielnym chłopcem, który każdego dnia musi pokonywać liczne przeszkody. Kosztuje go to tyle wysiłku, że często wieczorem nie może zasnąć, nie może spać. Jestem z niego dumna za to, że tak dzielnie walczy, że się stara. Wspieram go i kibicuje mu na każdym kroku. Marzę, by nauczyć go życia w naszym świecie na tyle, by wyrósł na samodzielnego mężczyznę. By na jego drodze było jak najmniej nieprzyjaznych osób, które będą próbować wykorzystać jego naiwność, serdeczność, szczerość oraz oddanie. Mam nadzieję, że dzięki Tobie będzie więcej tolerancyjnych dzieci i dorosłych, którzy nie będą utrudniać nam, a przede wszystkim jemu, życia i codziennych małych wojen. Wierzę w to całym moim sercem, bo wierzę w dobro człowieka.

Dziś obudziły mnie te słowa: Mamo, jest 6:57, czyli w Polsce 7:57. Po ok. 30 sekundach: za 50 lat będzie rok 2066.  Kwintesencja mojego dziecka 🙂

A Ty, masz dziś coś niebieskiego na sobie?