W szkole jest wesoło

Ostanie tygodnie nie należą do najłatwiejszych. Nie wiemy jeszcze, w czym tkwi problem. Razem z nauczycielami próbujemy analizować zachowania Olivera i staramy się dotrzeć do sedna problemu. Na kursach i spotkaniach dotyczących autyzmu powtarza się motyw góry lodowej. Widzimy zaledwie jej wierzchołek, całość ukryta jest pod powierzenią wody. Tak samo jest z dzieckiem autystycznym, widzimy jego zachowanie, reakcję na coś, co ukryte jest pod powierznią, problem. Naszym zadaniem jest przeanalizowanie tego, co działo się przed zajściem konkretnej sytuacji. Nie jest to proste. Może to być coś, co ktoś powiedział, on to zinterpretował na swój sposób, zapamiętał i przetwarza tę informacje w jego bardzo intensywnie pracującej głowie. Nie mówi o tym, myśli. Gdy mu się coś przypomni, szczególnie w podobnej sytuacji, jego reakcja jest natychmiastowa- wybuch. Na razie nie wiemy, co może wywoływać u niego złość, wchodzi do klasy, jest ok, po kilku sekundach drze plan dnia, zrzuca wszystko z biurka i ucieka z klasy. Mam szczęście, gdy ucieknie na korytarz, bo w zeszłym tygodniu musiałam iść po niego na łąkę, po błocie, w czarnych butach na obcasie! Do pracy poszłam spóźniona i brudna.

Kilka tygodni temu przed feriami, dzieci w nagrodę za super naukę i zachowanie, miały w piątek obejrzeć film, jeść popcorn i przynieść piżamy. Wszyscy uczniowie byli podekscytowani- oprócz jednego.... Od momentu ogłoszenia tej informacji Oli nie chciał rano iść do szkoły, wieczorem płakał i mówił, że nie lubi szkoły. Dlaczego? W piżamach śpimy, ubieramy je na noc, więc przecież jest to złamanie wszelkich zasad! Przecież do szkoły chodzi się w mundurku, a w piżamie nie wychodzimy z domu ( Aspergerowcy kierują się schematami, nie są elastyczni w myśleniu). Dopiero, gdy powiedziałam mu, że nie musi brać piżamy, może zostać w mundurku, jego napięcie trochę opadło. Trochę, bo piątek zapowiadał się być zupełnie innym dniem, nie zorganizowanym i przewidywalnym jak zwykle.

Oli zrobił ogromny postęp, bo w zerówce i pierwszej klasie nie było mowy o tym, żeby przyłączył się do grupy, siadł z nimi na dywanie. Teraz sporadycznie to robi, oczywiście na jego warunkach, kiedy on chce. Chcę dodać w tym miejscu, że nie jest tak, że on nie ponosi konsekwencji i wyznacza reguły. Jednak, jak to kiedyś zaleciła mi specjalistka, należy podjąć decyzję czy gra jest warta świeczki. Jeśli np. idziemy drogą i ja chcę skręcić w lewo, bo tędy jest szybciej, a on w prawo, ale też można tą drogą dojść do celu, to mam pozwolić mu podjąć teę decyzję, nie upierać się. Natomiast, jeśli musimy iść do lekarza, on wpada w szał i mówi, że nigdzie nie pójdzie, nie mogę mu ustąpić. W takim przypadku nie chodzi tu o próbę sił i wymuszenia, jak to się dzieje ze zdrowymi dziećmi, tu zapewne jest jakiś większy problem ukryty pod powierzchnią wody. Następuje szybka analiza faktów. Pozwalam mu się wykrzyczeć, musi odreagować. Prostymi słowami mówię, co za chwilę nastąpi. Czasami uda mi się odkryć, dlaczego tak zareagował (bo np. zaplanował sobie wcześniej, że zbuduje statek z klocków lego). Jeśli mam to szczęście i odkryję punkt zapalny, wystarczy, że powiem: najpierw lekarz, pózniej budowanie. I zwykle w kilka sekund Oli jest spokojny. Ważne jest używanie krótkich, prostych komunikatów. Im mniej słów, tym lepiej. Nie jest to proste. Wyjście z domu nie jest szybkie i bezproblemowe. Zawsze muszę zorganizować się dużo wcześniej, mieć pewien zapas czasu, bo w trakcie wyjścia może być kilka niespodziewanych incydentów 😉 Tak, moje życie to ciągła organizacja, planowanie, brak spontaniczności. Ale przyzwyczaiłam się 😉

Zapewne lubicie szkolne i przedszkolne przedstawienia, jasełka, występy. Rozpiera Was duma, gdy widzicie Wasze dziecko. Super, zazdroszczę. Ja zwykle siedzę i płaczę. Jednak muszę przyznać, że w tym roku popłakałam się ze szczęścia, że Oliver nie uciekł z sali, siedział z tylu, ale był obecny. W pewnym monencie przyłączył się do dzieci i zaśpiewał z nimi jedną piosenkę. Ogromny sukces!

Przykre jest patrzenie na dziecko, które jest samo, odłączone od reszty, bez kolegów. Mam nadzieję, że nauczy się nawiązywać przyjaźnie, a przede wszystkim, że spotka taką osobę, która go polubi i zrozumie jego dziwactwa. Przyzwyczaiłam się do faktu, że mój syn nie dostaje zaproszeń na przyjęcia urodzinowe od kolegów z klasy, boli mnie to jak cholera, ale przyzwyczaiłam się. Na szczęście on jeszcze tego nie zauważa, pewnie niedługo się to zmieni. Najtrudniejsze są przerwy, bo wtedy nie ma co ze sobą zrobić, nie umie przyłączyć się do zabawy. Nie umie się sobą zająć. Zazwyczaj napina się, chodzi w kółko. W trakcie lekcji jest łatwiej, bo ma zorganizowane zajęcia, siedzi z nauczycielką, nie musi się socjalizować. Jest w bezpiecznym miejscu.

Na biurku Olivera jest przygotowany obrazkowy rozkład dnia. Jest to pierwsza rzecz, którą sprawdza po wejściu do klasy. Daje mu to poczucie bezpieczeństwa, bo wie, jaki jest plan, co go czeka. Pamiętam, gdy w pierwszej klasie nauczycielka nie zdążyła uaktualnić planu i nadal były obrazki z dnia poprzedniego. Wiecie już czym się to skończyło? Totalną rozpierduchą 🙂 wszystkie kartki zostały odczepione, rozrzucone i przy okazji wszystko, co było na biurku. Ponosi za to konsekwencje, ale niestety tak odreagowuje swoje frustracje.

W szkole, do której chodzi Oli jest tak, że gdy zbliża się koniec roku, dzieci mają okres adaptacji w nowej klasie, z nowym nauczycielem. Jest to doskonały pomysł, bo gdy wracają do szkoły po wakacjach, znają już nauczyciela i klasę ( tu każdy rok ma lekcje w jednej klasie przez cały dzień, z tym samym nauczycielem). Dla Olivera było to bardzo dezorientujące, ale odkryliśmy to nieco pózniej. Gdy był w zerówce, nagle pod koniec roku szkolnego zaczął demolować szkołę, dosłownie. Musiał być wyprowadzamy z klasy, bo stwarzał zagrożenie dla dzieci i nauczycieli. Pewnego dnia, gdy mąż poszedł go odebrać, w pogotowiu stał pan, który miał go unieruchomić, Oli był w takim szale. Na szczęście grono pedagogiczne jest na tyle mądre i wykształcone w dziedzinie autyzmu, że po przeanalizowaniu wydarzeń z ostatnich dni, doszło do wniosku, że zapewne chodzi o proces adaptacji w nowej klasie. Bo jak to? Jestem jeszcze w zerówce czy już w pierwszej klasie? Która z pań jest moją nauczycielką? Które biurko jest moje? To czy tamto? Bingo! Oli od tego momentu nie chodził do nowej klasy, zostawał w zerówce. Sytuacja wróciła do normy. Na szczęście wyciągnięto wnioski i w pierwszej klasie pokazano mu tylko raz, gdzie jest druga klasa i nie kontynuowano tematu. Zadziałało. Nie było demolki 😉

Szkolne dyskoteki to kolejne wyzwanie. Chodzę z nim na disco od samego początku, bo chcę, żeby oswoił się z takimi wydarzeniami. Niemniej jednak, dla dziecka nadwrażliwego na hałas, jest to zbyt duże obciążenie. Do tego dochodzą światła, lasery i biegające dzieci. Do tej pory wchodziliśmy, staliśmy na korytarzu kilka minut i Oli wybiegał ze szkoły. Za każdym razem zostawaliśmy troszkę dłużej, spacerowałam z nim po szkole, żeby przetrzymać go chociaż kilka minut. W tym roku pobił rekord, 30 minut w szkole! Zajrzał na salę, gdzie odbywała się dyskoteka. Jego brat był królem parkietu 😉 a my staliśmy na korytarzu i piliśmy sok 🙂 kolejny mały sukces.

Dodaj komentarz